W sierpniowym numerze Personelu Plus została opublikowana moja rozmowa z Darrenem LaCroix, autora książki „Laugh & Get Rich. How to Profit from Humor In any Business”.
Czy poczucie humoru może się przełożyć na wyższą efektywność w biznesie? Jaka jest różnica między żartem a humorem? Czy poziom stresu można zminimalizować dzięki wpleceniu w życie firmy więcej poczucia humoru? O tym m.in. rozmawiamy z Darrenem LaCroixem, Mistrzem Świata w Przemawianiu Toastmasters z 2001 r.
Sylwia Zawada: Jestem pod wrażeniem Pańskiej książki „Laugh & Get Rich. How to Profit from Humor In any Business”, w której rozmawia Pan z osobami zarządzającymi dużymi firmami o tym, jak używać humoru, żeby miejsce pracy było bardziej przyjazne ludziom…
Darren LaCroix: Większość osób myśli tak: w pracy trzeba być poważnym, praca to poważna sprawa – dopiero po pracy możemy się śmiać i dobrze bawić. Tymczasem ludzie, z którymi rozmawiałem, myślą inaczej: skoro spędzamy w pracy tyle czasu, to równie dobrze możemy w tym samym czasie dobrze się bawić. Humor nie stoi w opozycji wobec pracy, humor pomaga lepiej pracować. To jest zupełnie inne podejście, inna filozofia zarządzania.
Sylwia Zawada: Gdybyśmy wszyscy w pracy mogli się dobrze bawić, to by była rewolucja, której zresztą życzę nam wszystkim! Jak się do tego zabrać?
Darren LaCroix: Na pewno czytała Pani w dzieciństwie „Przygody Tomka Sawyera” – w książce tej jest moment, kiedy Tomek musi pomalować płot. I stosuje mały trick w stosunku do swoich przyjaciół – mówiąc im, że malowanie płotu to świetna zabawa. Dzięki temu wszyscy pomagają mu ten płot malować. To taka zasada Tomka Sawyera: jeżeli przekonasz ludzi, że coś jest dobrą zabawą, zrobią to. Ludzie, z którymi rozmawialiśmy, przygotowując się do napisania książki, do wykorzystywania humoru podchodzili strategicznie. Ich celem było zmniejszenie napięcia i stresu w pracy.
Sylwia Zawada: Kiedy jestem naprawdę zestresowana, żarty w ogóle mnie nie śmieszą…
Darren LaCroix: Poruszyła Pani ważną kwestię – zanim przejdziemy do szczegółów, chciałbym wprowadzić rozróżnienie: czym jest żart, a czym humor. Żart może być niebezpieczny, humor łagodzi stres. W żartach zawsze jest jakaś ofiara, śmiejemy się z kogoś – to powód, dla którego nie podejmuję się już występować w formie stand-up comedy, bo zdałem sobie sprawę, że taki występ ma negatywny wydźwięk i niesie ze sobą pewne koszty. Natomiast wykorzystywanie humoru ma same zalety.
W każdej firmie pracownicy doświadczają stresu, np. spowodowanego przez krótkie terminy realizacji zadań, wysokie wymagania, trudne rozmowy z klientami, napięcia międzyludzkie, napięcia powodowane polityką wynagrodzeń. Bardzo dużo zależy od liderów. Rolą lidera jest dostrzeżenie problemu i rozwiązanie go. Każda sytuacja jest inna, ale częścią naszej strategii jest zadawanie pytania: Gdzie leży źródło napięcia i jak możemy to napięcie zmniejszyć? Wiedza o tym, że jest problem to jedno, ale zadanie ludziom pytania o ten problem, to zupełnie coś innego. Pracownicy dadzą najlepsze, najbardziej kreatywne rozwiązania danego problemu, których my – jako konsultanci z zewnątrz – nie jesteśmy w stanie wymyślić.
Sylwia Zawada: Może Pan podać jakiś przykład minimalizacji poziomu stresu dzięki wykorzystaniu humoru?
Darren LaCroix: Czegoś takiego dokonałem w Bryant College (aktualnie Bryant University) – to mała szkoła biznesu, którą ukończyłem, a potem chciałem z nią współpracować jako wykładowca. Bardzo mi zależało, żeby wnieść więcej humoru do tej szkoły – a musi Pani wiedzieć, że to bardzo tradycyjna szkoła, jakiekolwiek przejawy humoru nie były tam najlepiej widziane. Zastanawiałem się, jak to zrobić, to była część mojej misji. Rozmawiałem z Barbarą, która podejmowała decyzje odnośnie do kursów oferowanych w szkole i starałem się dowiedzieć, co ją stresuje lub wywołuje napięcie, co jest trudne w jej pracy. Okazało się, że najgorsze jest dla niej dotrzymywanie terminów – odpowiada za wiele projektów i stres wywołuje u niej obawa, czy zdoła wszystkie zakończyć w oczekiwanym terminie. Zacząłem myśleć – jak mogę trochę zmniejszyć jej stres? Wiedząc, że Barbara ceni humor, zacząłem szukać. W jednej z gazet natknąłem się na zdjęcie potężnej, porcelanowej aspiryny (jednym z narzędzi humoru jest wyolbrzymianie). Zamówiłem tę aspirynę i przesłałem Barbarze z adnotacją: „Droga Barbaro, mam nadzieję, że ta aspiryna pomoże Ci zachować dobry humor, kiedy zbliżają się kolejne terminy…”.
Po dwóch tygodniach otrzymałem liścik: „Drogi Darrenie, dziękuję za aspirynę, ona mi pomaga. A nawet więcej – teraz w naszym biurze mamy naprawdę trudny czas. I Twoja aspiryna wędruje – od biurka do biurka – do osób, które mają danego dnia szczególnie trudny dzień”.
Proszę sobie teraz wyobrazić, że jest Pani zestresowana, wszyscy w biurze o tym wiedzą… Jakby się Pani poczuła, gdyby ktoś przyszedł i postawił na Pani biurku taką wielką aspirynę? Wiedziałaby Pani, że jest dla współpracowników ważna, że Pani problemy ich obchodzą, że dbają o ciebie i będą Panią wspierać. To oczywiście nie rozwiązuje problemu, ale pozwala trochę zmniejszyć napięcie, dzięki czemu można spojrzeć na swoje zadania z dystansu. Pozwalając sobie w stresującej sytuacji na humor, uzyskuje się rozluźnienie, dzięki czemu łatwiej znajduje się kreatywne rozwiązania.
Sylwia Zawada: Zastanawiam się, jak będzie wyglądało środowisko pracy 2020. W tym kontekście bardzo dużo mówi się o konieczności dobrej zabawy w pracy. Wynika to z potrzeb nowych generacji, ale też w ogóle ze zmiany sposobu działania biznesu. Coraz więcej ludzi w pracy chce nie tylko zarabiać pieniądze, ale zajmować się tym, co kochają robić – i dobrze się bawić. Ludzie chcą być traktowani po ludzku…
Darren LaCroix: Zgadzam się z tym i te zmiany są już widoczne. Mam przekonanie, że podchodząc do życia z humorem, humanizuje się: Kiedy wprowadzasz humor – humanizujesz stosunki społeczne.
Sylwia Zawada: W jakich obszarach najłatwiej w biznesie rozpocząć wprowadzanie humoru?
Darren LaCroix: Najłatwiej do marketingu i reklamy. W USA jest wiele zabawnych reklam. Dlaczego? Bo humor „sprzedaje”. Jeśli jesteś w stanie pokazać realny problem w przesadny, humorystyczny sposób, a potem rozwiązanie tego problemu – ludzie chętnie oglądają takie reklamy, a dzięki temu lepiej zapamiętują produkt. Rosemary Verri – moja mentorka – często powtarza, że z problemu sobie żartujemy, wyolbrzymiamy go, ale rozwiązanie (czyli w reklamie produkt) jest bardzo na serio. Poza tym zabawne reklamy budują pozytywne, emocjonalne skojarzenia z produktem.
Drugie kluczowe miejsce to sprzedaż – gdyby handlowiec miał więcej zabawy, radości z pracy, sprzedawałby więcej. Kiedy pracowałem w Bose Corporation, w dziale sprzedaży miałem kolegę – nazywał się John Yates, pracował relatywnie połowę tego czasu co pozostali i sprzedawał dwukrotnie więcej. Pewnego dnia zapytałem go: – John, jak Ty to robisz? Jaki jest Twój sekret? A on na to: – Moim celem nie jest sprzedaż, moim celem jest rozbawienie klienta. W dniach, kiedy nie ma śmiechu – nie ma też sprzedaży… Śmiech, radość to genialne narzędzia do nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem.
Sylwia Zawada: Dużo sytuacji stresowych jest też w obszarach związanych z obsługą klienta…
Darren LaCroix: Tak, weźmy na przykład poczekalnie, wszystkie te miejsca, w których oczekujemy – na spotkanie, wizytę u lekarza itd. Jak wyglądają takie miejsca? W większości leżą tam magazyny typu „Newsweek”, „Time” – a w nich same złe wiadomości. To – poza samym faktem oczekiwania – jeszcze bardziej ludzi stresuje, wzmaga ich napięcie. Jeśli pomyśli się o tym logicznie, dojdzie się do wniosku, że to w ogóle nie ma sensu! W poczekalniach powinny być ciekawe, pozytywne książki i czasopisma pełne humoru, które łagodziłyby stres związany z oczekiwaniem.
W mojej książce jest o tym cały rozdział – zarządzanie czekaniem (wait management). Opowiadam tam o poczekalni w Color Real Estate, firmie, która drukuje materiały promocyjne dla agencji nieruchomości. W tej firmie zrobiono naprawdę dużo, żeby złagodzić stres związany z oczekiwaniem przez klientów na swoją kolej. W salce na podłodze zamontowano sztuczną trawę i pole do mini-golfa, żeby w czasie czekania zająć się czymś przyjemnym. Poza tym po firmie biegają psy, bo zarząd stwierdził, że nie ma sensu, żeby psy czekały w domach na właścicieli, skoro mogą razem z nimi przychodzić do pracy. Zdarzało się więc, że kiedy przychodził klient, to zanim się zorientował, trzymał w ręce smycz i szedł wyprowadzić psa na spacer, a w tym czasie drukarnia kończyła pakować jego zlecenie… Szef firmy Jim Laffey (którego nazwisko łączy się po części z humorem i śmiechem, bo laugh to po angielsku śmiech, a laffey – brzmi bardzo podobnie) mawia, że humor jest najbardziej niedocenianą i pomijaną wartością dodaną w obsłudze klienta, którą można dostarczyć… bez dodatkowych kosztów.
Zdecydowanie liderem w zarządzaniu czekaniem jest Disneyland – tam do każdej atrakcji są potężne kolejki. I wszędzie tam, gdzie są kolejki – są też ekrany, na których wyświetlane są filmiki, które angażują, zwracają uwagę, nie pozwalają ludziom się złościć, tylko organizują im czas w przyjemny sposób.
Sylwia Zawada: Czy myśli Pan, że w polskich firmach takie podejście by się przyjęło?
Darren LaCroix: Na pewno nie jest to rozwiązanie dla wszystkich. Szansę rynkową związaną z takim podejściem niewątpliwie dostrzegą firmy innowacyjne, których zarządy cenią humor. Z pewnością w tych firmach, w przeciwieństwie do tradycyjnych przedsiębiorstw, w których niewiele się zmienia, takie podejście będzie rozumiane. Trudno mi się natomiast odnieść do polskich realiów, jestem tu pierwszy raz, ale wspomniana już książka pokazuje wiele takich przykładów firm operujących w Stanach Zjednoczonych. Pewne rozwiązania są uniwersalne i dadzą się zastosować wszędzie.
Przykładowo linia lotnicza South West Airlines – kiedy inne firmy bankrutowały, ona zarabiała krocie. Z czego to wynikało? Co robiono inaczej? Przede wszystkim w zabawny sposób prezentowano instrukcję bezpieczeństwa, śpiewano pasażerom „sto lat”, żartowano, przebierano się. Dewizę tych linii lotniczych w pracy można streścić zdaniem: „Jak by to było, gdybym zawsze miał większą radość z pracy niż wysiłek, który w nią wkładam?”
Inny przykład pochodzi z firmy Zappos, która ma siedzibę w Las Vegas. Szef Zappos, Tony Hsieh, przykłada ogromną wagę do kultury organizacyjnej i buduje ją tak, aby pracownicy i klienci byli szczęśliwi. Misją firmy jest „Dostarczanie szczęścia”. Takie firmy rozumieją, że szczęśliwy pracownik to bardziej produktywny pracownik. Jeśli dasz ludziom tę aspirynę, poprzez którą wyrażasz, że o nich dbasz, że ich widzisz – będą chcieli dla ciebie pracować. Tak właśnie zachowują się liderzy przyszłości, w ten sposób tworzy się środowisko pracy 2020 – ci, którzy dbają o ludzi, widzą innych ludzi, którzy dają przykład, są spełnieni, zadowoleni, otwarci i wiedzą, że poczucie humoru i śmiech są nie do przecenienia. W ten sposób budują swój potencjał rynkowy. A mając potencjał, można osiągać ogromne zyski. Ale większość firm tego nie zauważa – tym bardziej te, które potrafią w swojej działalności wykorzystać poczucie humoru, biją innych na głowę!
Sylwia Zawada: Dziękuję za rozmowę.
Sylwia Zawada
coach ICF ACC pomagający osobom z doświadczeniem osiągnąć spełnienie zawodowe.
Darren LaCroix
jest keynote speakerem na konferencjach na całym świecie, coachem w obszarze wystąpień publicznych. Założyciel The Humor Institute oraz współautor książki „Laugh & Get Rich. How to Profit from Humor In any Business”. W 2001 r. otrzymał prestiżowe wyróżnienie Mistrza Świata w Przemawianiu Toastmasters (World Champion of Public Speaking). W marcu 2014 r. był w Polsce, gdzie w Poznaniu, Warszawie i Krakowie prowadził warsztaty pokazujące, jak być dobrym mówcą.
Przeczytaj też moją rozmowę z Darrenem na temat mistrzostwa i wystąpień publicznych oraz 3 pytania o szczęście
Pierwotna publikacja miała miejsce na łamach miesięcznika „Personel Plus” nr 08/2015. Kliknij, by przejść na stronę „Personel Plus”
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wszystkie-artykuly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wszystkie-artykuly. Pokaż wszystkie posty
5 mitów, które rujnują Twoje szanse na znalezienie pracy dającej spełnienie
Autor:
Sylwia Zawada
Często spotykam się z wyssanymi z palca przekonaniami (mitami) na temat szukania, znalezienia i utrzymania pracy dającej radość i spełnienie. Te przekonania są szkodliwe, bo wiele osób wierzy w nie bezrefleksyjnie i tym samym rujnuje swoje szanse na zawodowe spełnienie. Tymczasem znalezienie zawodowego powołania nie jest żadną magią – tak, trzeba w to włożyć sporo wysiłku, ale to da się zrobić i wiadomo, jak to zrobić. Dlatego przeczytaj uważnie ten tekst i sprawdź, czy przypadkiem nie tkwisz w pułapce własnych przekonań.
A więc jeśli twierdzisz, że „wszyscy” to w pewnym sensie masz rację – statystyki są porażające. Równocześnie jeśli spytać te osoby, co konkretnie zrobiły, żeby znaleźć wartościową pracę – to okaże się, że głównie narzekają i obracają się wśród ludzi, którzy też nie cierpią swojej pracy. Innymi słowy – dbają o to, żeby utwierdzać się w przekonaniu, że nic się nie da zrobić i tym samym... nie muszą nic robić.
Często nakłada się na to inne przekonanie: „cierpienie uszlachetnia” i „praca to nie zabawa”. A więc kiedy w pracy jest Ci źle, to zgadza się to z Twoją wizją świata, podświadomie zaspokajasz potrzebę cierpienia w pracy. Sprawdź ze sobą, czy coś w tym jest. To nie musi być prawda o Tobie, ale może.
Tymczasem znalezienie pracy, która będzie dla Ciebie źródłem radości i spełnienia jest możliwe. To żadna magia. W wielkim skrócie musisz:
1. Usunąć sobie kłody spod nóg, czyli:
2. Poznać siebie, czyli:
3. Zmienić środowisko „mentalne”:
4. Otworzyć się na rynek pracy:
To się da zrobić. Często po prostu jesteś poblokowana oczekiwaniami innych i fałszywymi przekonaniami. Utknęłaś w strefie komfortu i obawiasz się porażki. Rozumiem te wszystkie przeszkody. Tak, trudno jest wyjść z tego zaklętego kręgu i tak, to jest możliwe. Pod warunkiem, że tak wybierzesz i zaczniesz działać.
I tu kryje się pułapka. Bo to tak nie działa. Pasja nie jest na zewnątrz, pasja jest w Tobie. To przede wszystkim. Jeśli jej nie czujesz, to trzeba będzie ją obudzić. Pasja to jest Twoja ciekawość świata, chęć by dowiedzieć się więcej na jakiś temat. Chęć płynąca z Ciebie, ze środka.
Jeśli od dłuższego czasu zamiast słuchać siebie spełniasz oczekiwania innych (najczęściej rodziny) to konsekwentnie zagłuszasz to, kim jesteś. Może w szkole interesowała Cię muzyka, ale musiałaś się uczyć fizyki, bo z tego byłaś słaba. Chciałeś iść na studia na weterynarię, ale rodzice przemówili Ci do rozsądku i poszedłeś na prawo. Chciałaś wyjechać na rok do Hiszpanii, ale to we Francji mieszka siostra ojca, więc tam było praktyczniej. I tym sposobem przez lata mówisz sobie:
"To czego ja chcę jest nieważne, niepraktyczne, głupie, niepoważne. Muszę robić to, czego oczekują ode mnie inni, moi najbliżsi."
Nie ma w tym złej woli nikogo i równocześnie w ten sposób tracisz siebie. Bo ta reklamowana „pasja” to po prostu według Słownika PWN „wielkie zamiłowanie do czegoś”, to coś, co Cię interesuje i czym Ty chcesz się zajmować. To musi wypływać z Ciebie.
„Pasja” jako słowo jest bardzo niebezpieczna, przereklamowana, kojarzy się z czymś potężnym. Więc jeśli po prostu się czymś interesujesz, to prawdopodobnie nie śmiesz tego nazywać „pasją”. I tu mam nadzieję, odczujesz ulgę, bo nie musisz tego tak nazywać. W całym tym zamieszaniu chodzi po prostu o to, żebyś zaczął tropić swoje zainteresowania i podążał za nimi. Zapisz się na kurs DJ-ski, jeśli to Cię bawi. Naucz się inwestować na giełdzie, jeśli zawsze tego chciałaś. Napisz w końcu tą książkę, o której marzysz od 20 lat.
W 90% odkrywanie swoich zainteresowań nie jest od razu równoznaczne z obraniem nowej drogi zawodowej. Na początku to słuchanie swojego głosu, słuchanie siebie i uczenie się, by iść za tym, w przeciwieństwie do tego, co robisz całe życie – idziesz tam, gdzie Ci każą. Daj sobie chwilę czasu, a zobaczysz – zaczną Ci się przypominać rzeczy, które lubisz i które sprawiają Ci przyjemność. Tak, to początek życia w zgodzie ze sobą. Krok po kroku dojdziesz do tego, jaka droga zawodowa będzie wyrazem tego, kim jesteś.
I jeszcze jeden ważny element – ta droga będzie się zmieniać. Tak, ta „właściwa droga” nie jest czymś stałym, danym raz na zawsze, ale ewoluuje. Dlatego nie musisz się jakoś strasznie napinać i podchodzić do wyboru swojej drogi „jakby to była ostatnia rzecz w Twoim życiu”. Ważne, żeby iść w dobrym kierunku.
Zawsze też można łączyć kilka działalności – robić coś dla pieniędzy a coś dla przyjemności czy sensu i to też jest ok. Można to rozdzielić.
Mitem jest tutaj myślenie, że lubisz robić jakąś jedną rzecz i to na niej musisz zarabiać. Zazwyczaj jest wiele rzeczy, którymi zajmujemy się z przyjemnością – i ciągle odkrywamy nowe. Kluczowe jest znalezienie takiej, za którą inni (pracodawcy, klienci) są gotowi zapłacić, na którą jest zapotrzebowanie. I na tym trzeba się skoncentrować. Z pieniędzmi i zarabianiem łączy się kolejny mit:
Jeśli pracujesz dla kogoś i robisz to, co lubisz i jesteś na początku drogi – to pracodawca nie zapłaci Ci zbyt wiele. Kiedy zdobędziesz doświadczenie (2-3 lata) i udowodnisz, że Twoje umiejętności są unikalne na rynku – możesz zacząć dyktować warunki.
A jeśli zakładasz własny biznes – to zarobisz tyle, za ile sprzedasz (po potrąceniu składek, podatków, kosztów). Musisz więc być gotowa na to, żeby aktywnie sprzedawać produkt / usługę, którą oferujesz – dzwonić, spotykać się z klientami, wysyłać mailem oferty.
I tutaj bardzo bardzo ważna uwaga – kiedy sprzedajesz swój produkt, w który wierzysz, którego jakość sprawdziłaś, który uważasz za wartościowy – to ta sprzedaż wcale nie jest taka straszna. Przeciwnie – swoim entuzjazmem i jakością obługi prawdopodobnie zdobędziesz wielu klientów. A jeśli będą zadowoleni, będą Cię polecać i wtedy sprzedasz jeszcze łatwiej i więcej.
Wtedy też – zaczniesz dobrze zarabiać. Ale bądź gotowy, że średnio zajmuje to 3 lata ciężĸiej pracy. W tym czasie wiele razy będziesz chciał zrezygnować i pójść na spokojny etat, ale jeśli wytrzymasz i będziesz uparty, osiągniesz sukces. Będziesz zajmowac się tym, co chcesz i będziesz świetnie zarabiać.
Tak, jak w każdej pracy są problemy – nieterminowe dostawy, krótkie terminy, praca po godzinach i w weekendy. Jest też stres. Dużo. Ale to inny stres, niż ten z pracy, w której robisz coś pod czyjeś dyktando, chodzisz na bezproduktywne spotkania, uważasz, że coś nie ma sensu ale i tak to musisz zrobić. Kiedy stresujesz się z bezsilności i buzującego gniewu.
Teraz stres dotyczy tego, że nie możesz już powiedzieć „to tylko praca”. To już zawsze jest Twoja osobista sprawa. Szczególnie wtedy, kiedy prowadzisz własny biznes. Za wszystko odpowiadasz osobiście – w tym całe piękno. Tak, chcesz tego, bo to przecież Twój własny biznes, coś na czym Ci bardzo zależy. Klienci to czują i właśnie dlatego do Ciebie przychodzą – bo wiedzą, że mogą liczyć na Ciebie, tęsknią za indywidualnym podejściem.
Jest też stres z pogodzeniem życia prywatnego i zawodowego. Kiedy coś lubisz robić łatwo popadasz w pracoholizm. Tym łatwiej, jeśli w domu są problemy – na przykład partner Cię nie wspiera, są kłótnie, nie masz ochoty wracać do domu.
Albo w drugą stronę – masz problemy z partnerem / dziecko jest chore – bardzo trudno wtedy skupić się pracy, bo nikt Cię nie pilnuje, nikt nie weryfikuje, czy dzisiaj coś zrobiłaś czy nie. Szczególnie jeśli prowadzisz jednoosobową działalność.
Więc nie nastawiaj się na to, że praca dająca spełnienie sprawi, że będziesz uśmiechnięty 24 godziny na dobę i do tego zrelaksowany. Nastaw się na to, że będzie dużo emocji – różnych i że będą przeważały takie, które Cię będą wzmacniać. Nastaw się na to, że będziesz mógł być sobą i pracować w zgodzie ze sobą, ze swoimi wartościami. Nastaw się na to, że będziesz się czuć adekwatnie i „w swojej bajce”.
Na przykład – zawsze byłam raczej w cieniu, nie mam potrzeby grać pierwszych skrzypiec. A tutaj muszę. Więc idę do telewizji, występuję na konferencjach, prowadzę szkolenia dla ludzi dwa razy starszych ode mnie – i okazuje się, że mam tyle do dania, że to jest wartościowe, że jestem inspirująca i ludzie potrzebują tego, co chcę im dać. Pozostając w cieniu, nigdy nie dowiedziałabym się, jak to jest od czasu do czasu zabłysnąć i być w centrum zainteresowania. Teraz to lubię.
Wzrosło moje poczucie własnej wartości i skuteczności. Doświadczam raz za razem, że daję sobie radę w każdej sytuacji. Nie tylko utrzymuję się na takim konkurencyjnym rynku i że jest coraz lepiej – właśnie mijają 3 lata od kiedy pracuję jako coach. Regularnie mam kryzysy, z których regularnie wychodzę silniejsza i z nowym pomysłem. Kilka lat sukcesów sprawia, że już się nie boję. Wiem, że dam sobie radę w każdej życiowej sytuacji. A jak nie dam sobie rady, to mam bliskich, którzy mi pomogą. I zawsze stanę na nogi. Nigdy bym tak o sobie nie myślała, nigdy nie doświadczyłabym takiego poczucia mocy, gdybym nie zdecydowała się pracę na swoim.
I wreszcie zmieniam się i rozkwitam jako kobieta. Budowanie własnej marki wyciągnęło mnie z t-shirtów i czarnej bluzy z kapturem. Wrzuciło w kolorowe sukienki i buty na obcasie. Nagrania w telewizji pokazały mi, jak wyglądam z profesjonalnym makijażem i włosami ułożonymi przez stylistkę. Zmieniło się moje zachowanie i to, jak o sobie myślę – kiedy coś mi nie służy znacznie szybciej mówię temu czemuś „nie”. Wiem, że jestem ważna dla wielu ludzi i to mnie zmusza do jeszcze większej dbałości o siebie. Bo czuję się potrzebna.
A więc w moim przypadku – zdecydowanie tak. Odkrycie mojego zawodowego powołania stworzyło mnie na nowo. I doświadczam, że każdy, kto jest zdeterminowany, żeby odnaleźć swój zawodowy cel – może to zrobić. Ty możesz to zrobić, jeśli jesteś zdeterminowana/y.
Jak mogę Cię wesprzeć?
Pracuję autorską metodą: 10 kroków do spełnienia zawodowego. Ta metoda powstała dzięki temu, że mam przywilej towarzyszenia wielu osobom w określaniu ich dalszej drogi zawodowej. Być może będę miała ten przywilej również z Tobą. Jeśli chcesz poznać szczegóły - napisz do mnie.
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
MIT 1: "Nie da się tego zrobić"
Wierzy w to mnóstwo osób – dlatego nie podejmują żadnych działań. Być może jesteś jedną z tych osób – w przypadkowej pracy „bo tak wyszło”, nie masz na siebie pomysłu i nie wierzysz, że mógłbyś robić coś, co byłoby w zgodzie z Tobą. Mówisz sobie „to tylko praca”, „wszyscy tak mają”. Otóż nie wszyscy – wg światowych badań Instytutu Gallupa:- 63% osób nie angażuje się w swoją pracę,
- 24% osób jest totalnie zdemotywowanych,
- a 13% w pełni zaangażowanych, czyli kocha swoją pracę
A więc jeśli twierdzisz, że „wszyscy” to w pewnym sensie masz rację – statystyki są porażające. Równocześnie jeśli spytać te osoby, co konkretnie zrobiły, żeby znaleźć wartościową pracę – to okaże się, że głównie narzekają i obracają się wśród ludzi, którzy też nie cierpią swojej pracy. Innymi słowy – dbają o to, żeby utwierdzać się w przekonaniu, że nic się nie da zrobić i tym samym... nie muszą nic robić.
Często nakłada się na to inne przekonanie: „cierpienie uszlachetnia” i „praca to nie zabawa”. A więc kiedy w pracy jest Ci źle, to zgadza się to z Twoją wizją świata, podświadomie zaspokajasz potrzebę cierpienia w pracy. Sprawdź ze sobą, czy coś w tym jest. To nie musi być prawda o Tobie, ale może.
Tymczasem znalezienie pracy, która będzie dla Ciebie źródłem radości i spełnienia jest możliwe. To żadna magia. W wielkim skrócie musisz:
1. Usunąć sobie kłody spod nóg, czyli:
- zmienić myślenie z „jestem beznadziejny i nie mam talentów” na „jestem wystarczająco dobry i mam coś do zaoferowania”,
- przestać ciągle w głowie tworzyć czarne scenariusze i zamienić je na bardziej realistyczne (tak realistyczne, nie optymistyczne. Badacze z Uniwersytetu Cornell na czele z Robertem Leahy udowodnili, że 85% rzeczy, o które się martwimy, nigdy się nie zdarza. A jeśli się zdarzy to 79% osób znajduje rozwiązanie trudnej sytuacji)
- usłyszeć swój dialog wewnętrzny, przestać słuchać głosu krytyka i zacząć słuchać głosu wspierającego
- otworzyć się na myśl, że „zasługuję na szczęście”
2. Poznać siebie, czyli:
- swoje talenty, wartości, kompetencje
- obudzić w sobie ciekawość i przypomnieć sobie, co Cię interesuje
3. Zmienić środowisko „mentalne”:
- zacząć się spotykać z ludźmi, którzy są zadowoleni ze swojej pracy
- chodzić na spotkania / szkolenia / konferencje, aby mieć kontakt z pasjonatami
- inspirować się przez słuchanie wykładów na TED, youtube
4. Otworzyć się na rynek pracy:
- sprawdzać różne oferty pracy i obserwować siebie – które oferty wzbudzają Twoje szczere zainteresowanie?
- kto Twoim zdaniem robi coś wartościowego?
- szukać tematów / zadań / obszarów, którymi chcesz się zająć
To się da zrobić. Często po prostu jesteś poblokowana oczekiwaniami innych i fałszywymi przekonaniami. Utknęłaś w strefie komfortu i obawiasz się porażki. Rozumiem te wszystkie przeszkody. Tak, trudno jest wyjść z tego zaklętego kręgu i tak, to jest możliwe. Pod warunkiem, że tak wybierzesz i zaczniesz działać.
MIT 2: "Do tego trzeba mieć pasję"
No właśnie – a Ty jej nie masz. Pasja daje motywację, energię, radość. Uruchamia Cię, sprawia że wstajesz rano, wiesz dokąd zmierzasz i konsekwetnie tam zmierzasz. Dlatego, żeby być spełnionym w pracy musisz tą pasję znaleźć, to coś, co sprawi, że znów poczujesz że żyjesz.I tu kryje się pułapka. Bo to tak nie działa. Pasja nie jest na zewnątrz, pasja jest w Tobie. To przede wszystkim. Jeśli jej nie czujesz, to trzeba będzie ją obudzić. Pasja to jest Twoja ciekawość świata, chęć by dowiedzieć się więcej na jakiś temat. Chęć płynąca z Ciebie, ze środka.
Jeśli od dłuższego czasu zamiast słuchać siebie spełniasz oczekiwania innych (najczęściej rodziny) to konsekwentnie zagłuszasz to, kim jesteś. Może w szkole interesowała Cię muzyka, ale musiałaś się uczyć fizyki, bo z tego byłaś słaba. Chciałeś iść na studia na weterynarię, ale rodzice przemówili Ci do rozsądku i poszedłeś na prawo. Chciałaś wyjechać na rok do Hiszpanii, ale to we Francji mieszka siostra ojca, więc tam było praktyczniej. I tym sposobem przez lata mówisz sobie:
"To czego ja chcę jest nieważne, niepraktyczne, głupie, niepoważne. Muszę robić to, czego oczekują ode mnie inni, moi najbliżsi."
Nie ma w tym złej woli nikogo i równocześnie w ten sposób tracisz siebie. Bo ta reklamowana „pasja” to po prostu według Słownika PWN „wielkie zamiłowanie do czegoś”, to coś, co Cię interesuje i czym Ty chcesz się zajmować. To musi wypływać z Ciebie.
„Pasja” jako słowo jest bardzo niebezpieczna, przereklamowana, kojarzy się z czymś potężnym. Więc jeśli po prostu się czymś interesujesz, to prawdopodobnie nie śmiesz tego nazywać „pasją”. I tu mam nadzieję, odczujesz ulgę, bo nie musisz tego tak nazywać. W całym tym zamieszaniu chodzi po prostu o to, żebyś zaczął tropić swoje zainteresowania i podążał za nimi. Zapisz się na kurs DJ-ski, jeśli to Cię bawi. Naucz się inwestować na giełdzie, jeśli zawsze tego chciałaś. Napisz w końcu tą książkę, o której marzysz od 20 lat.
W 90% odkrywanie swoich zainteresowań nie jest od razu równoznaczne z obraniem nowej drogi zawodowej. Na początku to słuchanie swojego głosu, słuchanie siebie i uczenie się, by iść za tym, w przeciwieństwie do tego, co robisz całe życie – idziesz tam, gdzie Ci każą. Daj sobie chwilę czasu, a zobaczysz – zaczną Ci się przypominać rzeczy, które lubisz i które sprawiają Ci przyjemność. Tak, to początek życia w zgodzie ze sobą. Krok po kroku dojdziesz do tego, jaka droga zawodowa będzie wyrazem tego, kim jesteś.
I jeszcze jeden ważny element – ta droga będzie się zmieniać. Tak, ta „właściwa droga” nie jest czymś stałym, danym raz na zawsze, ale ewoluuje. Dlatego nie musisz się jakoś strasznie napinać i podchodzić do wyboru swojej drogi „jakby to była ostatnia rzecz w Twoim życiu”. Ważne, żeby iść w dobrym kierunku.
MIT 3: "Nie da się zarabiać na tym, co lubię robić"
Wiele osób, z którymi pracuję martwi się, że aktywności, które sprawiają im przyjemność nie da się zmonetyzować. I często to jest prawda. Na przykład jeśli zależy Ci na losie bezdomnych zwierząt albo chcesz edukować innych na temat ekologii i zrównoważonego rozwoju – to tak, trudno jest na tym zbudować biznes. Raczej fundację – i w ramach fundacji pozyskiwać środki na realizację wyznaczonych celów. Pytanie – jaka wysokość wynagrodzenia jest dla Ciebie satysfakcjonująca i czy realnie możesz osiągnąć taki poziom z tej działalności.Zawsze też można łączyć kilka działalności – robić coś dla pieniędzy a coś dla przyjemności czy sensu i to też jest ok. Można to rozdzielić.
Mitem jest tutaj myślenie, że lubisz robić jakąś jedną rzecz i to na niej musisz zarabiać. Zazwyczaj jest wiele rzeczy, którymi zajmujemy się z przyjemnością – i ciągle odkrywamy nowe. Kluczowe jest znalezienie takiej, za którą inni (pracodawcy, klienci) są gotowi zapłacić, na którą jest zapotrzebowanie. I na tym trzeba się skoncentrować. Z pieniędzmi i zarabianiem łączy się kolejny mit:
MIT 4: "Jak się robi, co się lubi, to automatycznie idą za tym pieniądze"
Tak może się stać, ale to żaden pewnik, przynajmniej na początku. Pułapka (mit) polega na tym, że zakładamy, że kiedy praca jest źródłem satysfakcji – to pieniądze pojawiają się jakby „automatycznie”. Tak nie jest.Jeśli pracujesz dla kogoś i robisz to, co lubisz i jesteś na początku drogi – to pracodawca nie zapłaci Ci zbyt wiele. Kiedy zdobędziesz doświadczenie (2-3 lata) i udowodnisz, że Twoje umiejętności są unikalne na rynku – możesz zacząć dyktować warunki.
A jeśli zakładasz własny biznes – to zarobisz tyle, za ile sprzedasz (po potrąceniu składek, podatków, kosztów). Musisz więc być gotowa na to, żeby aktywnie sprzedawać produkt / usługę, którą oferujesz – dzwonić, spotykać się z klientami, wysyłać mailem oferty.
I tutaj bardzo bardzo ważna uwaga – kiedy sprzedajesz swój produkt, w który wierzysz, którego jakość sprawdziłaś, który uważasz za wartościowy – to ta sprzedaż wcale nie jest taka straszna. Przeciwnie – swoim entuzjazmem i jakością obługi prawdopodobnie zdobędziesz wielu klientów. A jeśli będą zadowoleni, będą Cię polecać i wtedy sprzedasz jeszcze łatwiej i więcej.
Wtedy też – zaczniesz dobrze zarabiać. Ale bądź gotowy, że średnio zajmuje to 3 lata ciężĸiej pracy. W tym czasie wiele razy będziesz chciał zrezygnować i pójść na spokojny etat, ale jeśli wytrzymasz i będziesz uparty, osiągniesz sukces. Będziesz zajmowac się tym, co chcesz i będziesz świetnie zarabiać.
MIT 5: "Będę odczuwać radość i nie będę się tak stresować"
W pewnym sensie to prawda. Taka praca daje dużo radości, sensu, poczucia adekwatności. Ale nie zawsze. Często.Tak, jak w każdej pracy są problemy – nieterminowe dostawy, krótkie terminy, praca po godzinach i w weekendy. Jest też stres. Dużo. Ale to inny stres, niż ten z pracy, w której robisz coś pod czyjeś dyktando, chodzisz na bezproduktywne spotkania, uważasz, że coś nie ma sensu ale i tak to musisz zrobić. Kiedy stresujesz się z bezsilności i buzującego gniewu.
Teraz stres dotyczy tego, że nie możesz już powiedzieć „to tylko praca”. To już zawsze jest Twoja osobista sprawa. Szczególnie wtedy, kiedy prowadzisz własny biznes. Za wszystko odpowiadasz osobiście – w tym całe piękno. Tak, chcesz tego, bo to przecież Twój własny biznes, coś na czym Ci bardzo zależy. Klienci to czują i właśnie dlatego do Ciebie przychodzą – bo wiedzą, że mogą liczyć na Ciebie, tęsknią za indywidualnym podejściem.
Jest też stres z pogodzeniem życia prywatnego i zawodowego. Kiedy coś lubisz robić łatwo popadasz w pracoholizm. Tym łatwiej, jeśli w domu są problemy – na przykład partner Cię nie wspiera, są kłótnie, nie masz ochoty wracać do domu.
Albo w drugą stronę – masz problemy z partnerem / dziecko jest chore – bardzo trudno wtedy skupić się pracy, bo nikt Cię nie pilnuje, nikt nie weryfikuje, czy dzisiaj coś zrobiłaś czy nie. Szczególnie jeśli prowadzisz jednoosobową działalność.
Więc nie nastawiaj się na to, że praca dająca spełnienie sprawi, że będziesz uśmiechnięty 24 godziny na dobę i do tego zrelaksowany. Nastaw się na to, że będzie dużo emocji – różnych i że będą przeważały takie, które Cię będą wzmacniać. Nastaw się na to, że będziesz mógł być sobą i pracować w zgodzie ze sobą, ze swoimi wartościami. Nastaw się na to, że będziesz się czuć adekwatnie i „w swojej bajce”.
A więc pytanie – czy warto?
Musisz sobie sam/a na nie odpowiedzieć. Mogę tylko podzielić się swoim doświadczeniem – od kiedy zajmuję się coachingiem moje życie zmieniło się całkowicie. Ja się zmieniłam. Rozkwitłam. Tego wymaga ode mnie moja praca – ciągłego mierzenia się z własnymi ograniczeniami, sięgania tam, gdzie „w normalnych okolicznościach” nigdy bym nie sięgnęła.Na przykład – zawsze byłam raczej w cieniu, nie mam potrzeby grać pierwszych skrzypiec. A tutaj muszę. Więc idę do telewizji, występuję na konferencjach, prowadzę szkolenia dla ludzi dwa razy starszych ode mnie – i okazuje się, że mam tyle do dania, że to jest wartościowe, że jestem inspirująca i ludzie potrzebują tego, co chcę im dać. Pozostając w cieniu, nigdy nie dowiedziałabym się, jak to jest od czasu do czasu zabłysnąć i być w centrum zainteresowania. Teraz to lubię.
Wzrosło moje poczucie własnej wartości i skuteczności. Doświadczam raz za razem, że daję sobie radę w każdej sytuacji. Nie tylko utrzymuję się na takim konkurencyjnym rynku i że jest coraz lepiej – właśnie mijają 3 lata od kiedy pracuję jako coach. Regularnie mam kryzysy, z których regularnie wychodzę silniejsza i z nowym pomysłem. Kilka lat sukcesów sprawia, że już się nie boję. Wiem, że dam sobie radę w każdej życiowej sytuacji. A jak nie dam sobie rady, to mam bliskich, którzy mi pomogą. I zawsze stanę na nogi. Nigdy bym tak o sobie nie myślała, nigdy nie doświadczyłabym takiego poczucia mocy, gdybym nie zdecydowała się pracę na swoim.
I wreszcie zmieniam się i rozkwitam jako kobieta. Budowanie własnej marki wyciągnęło mnie z t-shirtów i czarnej bluzy z kapturem. Wrzuciło w kolorowe sukienki i buty na obcasie. Nagrania w telewizji pokazały mi, jak wyglądam z profesjonalnym makijażem i włosami ułożonymi przez stylistkę. Zmieniło się moje zachowanie i to, jak o sobie myślę – kiedy coś mi nie służy znacznie szybciej mówię temu czemuś „nie”. Wiem, że jestem ważna dla wielu ludzi i to mnie zmusza do jeszcze większej dbałości o siebie. Bo czuję się potrzebna.
A więc w moim przypadku – zdecydowanie tak. Odkrycie mojego zawodowego powołania stworzyło mnie na nowo. I doświadczam, że każdy, kto jest zdeterminowany, żeby odnaleźć swój zawodowy cel – może to zrobić. Ty możesz to zrobić, jeśli jesteś zdeterminowana/y.
Jak mogę Cię wesprzeć?
Pracuję autorską metodą: 10 kroków do spełnienia zawodowego. Ta metoda powstała dzięki temu, że mam przywilej towarzyszenia wielu osobom w określaniu ich dalszej drogi zawodowej. Być może będę miała ten przywilej również z Tobą. Jeśli chcesz poznać szczegóły - napisz do mnie.
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Chroń swoje marzenie
Autor:
Sylwia Zawada
Krytyka i racjonalizacja zabija marzenia, podcina skrzydła, nie pozwala nam stawać się tym, kim chcemy... Dlatego zanim kogoś skrytykujesz - zastanów się pięć razy nad swoją intencją.
Zrozum, jak krytyka działa - w filmie „W pogoni za szczęściem” jest tam scena, w której ojciec z synem grają w koszykówkę. Dziecko trafia do kosza i krzyczy:
- Będę profesjonalnym graczem, będę najlepszy! - a ojciec na to:
- Wiesz, nie jestem pewny, ale prawdopodobnie będziesz taki jak ja byłem... tak to działa... a ja byłem poniżej średniej...
Małemu te słowa łamią „ducha koszykarza” - nie chce już grać, pakuje piłkę do torby... Na szczęście ojciec się reflektuje i odszczekuje swoje słowa:
- Hej! Nigdy nie pozwól się nikomu przekonać, że czegoś nie możesz zrobić. Nawet mi. Masz swoje marzenie i musisz je chronić. Ludzie nie potrafią czegoś zrobić i wmawiają Ci, że Ty też nie możesz... Jeśli czegoś pragniesz – zrób wszystko, żeby to osiągnąć. Po prostu...
Zapraszam do obejrzenia fragmentu filmu:
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Zrozum, jak krytyka działa - w filmie „W pogoni za szczęściem” jest tam scena, w której ojciec z synem grają w koszykówkę. Dziecko trafia do kosza i krzyczy:
- Będę profesjonalnym graczem, będę najlepszy! - a ojciec na to:
- Wiesz, nie jestem pewny, ale prawdopodobnie będziesz taki jak ja byłem... tak to działa... a ja byłem poniżej średniej...
Małemu te słowa łamią „ducha koszykarza” - nie chce już grać, pakuje piłkę do torby... Na szczęście ojciec się reflektuje i odszczekuje swoje słowa:
- Hej! Nigdy nie pozwól się nikomu przekonać, że czegoś nie możesz zrobić. Nawet mi. Masz swoje marzenie i musisz je chronić. Ludzie nie potrafią czegoś zrobić i wmawiają Ci, że Ty też nie możesz... Jeśli czegoś pragniesz – zrób wszystko, żeby to osiągnąć. Po prostu...
Zapraszam do obejrzenia fragmentu filmu:
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Etykiety:
inspiracje,
sylwia-zawada,
wszystkie-artykuly
Jak podnieść niską samoocenę?
Autor:
Sylwia Zawada
Kiedy pracuję nad podniesieniem samooceny z Klientami opieram się na metodologii Nathaniela Brandena, którą opisał w książce "Sześć filarów poczucia własnej wartości"
Wg Nathaniela Brandena nic tak nie karmi poczucia własnej wartości, jak uświadomienie sobie i zaakceptowanie wcześniej odrzucanych części siebie. Nie da się zmienić tego, czego istnieniu zaprzeczamy.
Samoocena ciągle ulega zmianie w zależności od tego, jak postępujemy. Nie jest czymś stałym. Aby podnieść swoją samoocenę - trzeba przede wszystkim podnieść samoświadomość, a potem zacząć postępować w zgodzie ze sobą wybierając to, co jest dla nas dobre, stając w swojej obronie, traktując się z szacunkiem i miłością.
6 filarów wysokiej samooceny to:
Można zacząć od ćwiczenia - pracy z lustrem:
Stań przed lustrem. Spójrz na swoją twarz i ciało. Zwróć uwagę, jakie budzą się w Tobie odczucia. Nie skupiaj się na ubraniu czy makijażu, ale na sobie. Zauważ, czy sprawia Ci to trudność czy czujesz się swobodnie. Pozostań skupiony i powiedz sobie - pomimo defektów i niedoskonałości akceptuję siebie bez zastrzeżeń i całkowicie".
Powtarzaj to ćwiczenie codziennie przez 2 tygodnie - poświęć na nie 2 minuty dziennie. "Akceptować" nie znaczy "lubić". Znaczy doświadczać, bez zaprzeczania i unikania, że fakt jest faktem. W tym przypadku to akceptacja, że Twoja twarz i Twoje ciało są jakie są. Umysł, który szanuje to, co widzi, szanuje siebie. A poza ty, jak samoocena mogłaby nie ucierpieć, gdy wypieramy się związku z własnym ciałem? Jak mogę bardziej kochać i szanować siebie, skoro pogardzam tym, co widzę w lustrze?
Obejrzyj krótkie video o 6 filarach wysokiej samooceny. I pamiętaj - samoocenę można podnieść, nie jest nam dana raz na zawsze.
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Wg Nathaniela Brandena nic tak nie karmi poczucia własnej wartości, jak uświadomienie sobie i zaakceptowanie wcześniej odrzucanych części siebie. Nie da się zmienić tego, czego istnieniu zaprzeczamy.
Samoocena ciągle ulega zmianie w zależności od tego, jak postępujemy. Nie jest czymś stałym. Aby podnieść swoją samoocenę - trzeba przede wszystkim podnieść samoświadomość, a potem zacząć postępować w zgodzie ze sobą wybierając to, co jest dla nas dobre, stając w swojej obronie, traktując się z szacunkiem i miłością.
6 filarów wysokiej samooceny to:
- świadome życie
- praktyka samoakceptacji (myśli, uczucia, zachowania)
- branie odpowiedzialności na siebie za siebie
- asertywność
- praktyka życia w sposób celowy
- praktyka życia w zgodzie ze sobą
Można zacząć od ćwiczenia - pracy z lustrem:
Stań przed lustrem. Spójrz na swoją twarz i ciało. Zwróć uwagę, jakie budzą się w Tobie odczucia. Nie skupiaj się na ubraniu czy makijażu, ale na sobie. Zauważ, czy sprawia Ci to trudność czy czujesz się swobodnie. Pozostań skupiony i powiedz sobie - pomimo defektów i niedoskonałości akceptuję siebie bez zastrzeżeń i całkowicie".
Powtarzaj to ćwiczenie codziennie przez 2 tygodnie - poświęć na nie 2 minuty dziennie. "Akceptować" nie znaczy "lubić". Znaczy doświadczać, bez zaprzeczania i unikania, że fakt jest faktem. W tym przypadku to akceptacja, że Twoja twarz i Twoje ciało są jakie są. Umysł, który szanuje to, co widzi, szanuje siebie. A poza ty, jak samoocena mogłaby nie ucierpieć, gdy wypieramy się związku z własnym ciałem? Jak mogę bardziej kochać i szanować siebie, skoro pogardzam tym, co widzę w lustrze?
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Etykiety:
sylwia-zawada,
wszystkie-artykuly
7 sposobów na podniesienie samooceny
Autor:
Sylwia Zawada
„We wnętrzu każdej ludzkiej istoty zostało umieszczone coś takiego, co raz na zawsze odgranicza ją od królestwa zwierząt. I to coś, jakby nasze drugie sumienie, stale przypomina nam w najbardziej nieoczekiwanych momentach szarego życia, że nie dorastamy do własnych możliwości. Nic więc dziwnego, że jeśli wiemy, że możemy żyć lepiej, zdobyć więcej ziemskich dóbr, poradzić sobie z trudniejszą i lepiej płatną pracą, a nic w tym kierunku nie robimy, to nie mamy wysokiego mniemania o tym przegranym osobniku, który chodzi po świecie z naszym nazwiskiem...”
To cytat z książki Oga Mandino „Największy cud świata”. Przytaczam go tutaj, bo przypomina o tym, że w głębi serca każdy z nas zna swoją wartość. Tyle tylko, że tak bardzo o tym zapominamy na co dzień, że w końcu nawykowo sabotujemy samych siebie. A potem myślimy o sobie jeszcze gorzej...
Być może dzisiaj jest ten dzień, kiedy powiesz sobie: Dość! Chcę dla siebie jak najlepiej i właśnie zaczynam zmieniać swoje życie na lepsze. Zaczynam od tego, co o sobie myślę! Howgh!
Co to jest samoocena?
To ogólna ocena nas samych – co o sobie myślisz? Na ile lubisz sam siebie? Na ile czujesz się wartościową osobą? Iwona Majewska-Opiełka określa samoocenę jako „mądrą miłość do siebie”.
Optymalna samoocena sprawia, że czujesz się ze sobą dobrze, akceptujesz swoje słabości, koncentrujesz na mocnych stronach i możliwościach, jakie niesie życie. Uważasz, że Ty jesteś ważny i Twoje potrzeby są ważne. Myślisz o sobie ciepło i życzliwie, jesteś swoim najlepszym przyjacielem. Działasz, by zadbać o siebie jak najlepiej – podejmujesz wyzwania, rozwijasz się, określasz jasno swoje granice, wybierasz to, co Ci służy i rezygnujesz z rzeczy, sytuacji, relacji, które są toksyczne. Dbasz o siebie w sferze fizycznej, psychicznej i duchowej.
W kontekście kariery zawodowej – optymalna samoocena pozwala Ci iść własną ścieżką, aplikować na stanowiska, które Cię naprawdę interesują, przekonać pracodawcę, że jesteś odpowiednią osobą i osiągać sukcesy zawodowe. Samo poczucie własnej wartości oczywiście nie wystarczy, żeby osiągnąć sukces, ale jest ważnym elementem spełnienia zawodowego.
Wpływ zaniżonej samooceny na twoje życie
Kiedy jesteś do siebie zbyt krytycznie nastawiony, karasz się za każdą pomyłkę, umniejszasz swoje sukcesy – to oznacza, że każdego dnia wybierasz strategię, która Ci nie służy.
Zaniżona samoocena wpływa negatywnie na wszystkie obszary Twojego życia: karierę zawodową, relacje, pieniądze, zdrowie, rozwój osobisty. Każda rola, którą pełnisz w życiu – jest zainfekowana tym, co o sobie myślisz i w związku z tym jakie decyzje podejmujesz. A takich ról pełnisz co najmniej kilka – jesteś mężem, ojcem, przyjacielem, synem, pracownikiem, itd.
Z niską samooceną bardziej cenisz opinię innych niż swoją własną. To inni są dla Ciebie autorytetem, nie Ty sam. Dlatego osobom z obniżonym poczuciem własnej wartości trudno jest żyć i podejmować decyzje w zgodzie ze sobą. Najczęściej inni są w stanie Ciebie przekonać, że wiedzą lepiej, co jest dla Ciebie dobre. A Ty się z tym zgadzasz i coraz bardziej oddalasz od tego, kim naprawdę jesteś i jak chcesz żyć.
Czy coś można z tym zrobić?
Tylko nieliczni otrzymali w pakiecie z wychowaniem optymalne poczucie własnej wartości. Ale to nie oznacza, że cała reszta jest skazana na życie w mękach do końca swoich dni na tym ziemskim padole :) Nad podniesieniem samooceny można pracować. A więc do dzieła!
7 sposobów na podniesienie samooceny
Po pierwsze: Po co to robisz?
Teraz to wiesz i masz wysoką motywację. Chcesz pracować nad poczuciem własnej wartości. Ale już za tydzień, dwa powody mogą trochę przyblaknąć, a wysiłek który wkładasz w przeformułowanie swoich myśli na bardziej wspierające – może Ci coraz bardziej doskwierać. Dlatego stwórz listę 3-5 kluczowych powodów, dla których ten wysiłek się opłaci. Kiedy motywacja spada, wracaj do listy i pracuj dalej.
Po drugie: Odpuść sobie perfekcjonizm – 5% wystarczy
Perfekcjonizm jest świetną wymówką, by nic nie robić. „Nie biegam, bo w tej chwili nie mam więcej czasu niż pół godziny. A pół godziny nic mi nie da...”, „Znowu nie odezwałem się na spotkaniu, chociaż chciałem, to nie ma sensu...”, „Robię coś na 100% albo wcale. Taka już jestem...” Tymczasem wystarczy zrobić malutką zmianę każdego dnia. Nie wszystko od razu. Tak się nie da. W ten sposób się szybko zniechęcasz. Jak napisała na blogu moja znajoma Julia zainspirowana wykładem Rinpocze: Za każdym razem rób malutką zmianę. 5% wystarczy. Just a little bit. (Cały post Julii tutaj)
Po trzecie: Powiedz stop swojemu wewnętrznemu krytykowi
On Ci nie daje żyć. Czyha na każdą okazję, by Cię znokautować i zniechęcić do działania. Czas zamknąć mu gębę. O sposobach radzenia sobie z wewnętrznym krytykiem przeczytasz w poprzednim poście: Zrzęda i Hero, czyli Twój dialog wewnętrzny
Po czwarte: Trzymaj się prosto
Właśnie tak! Sprawdź ze sobą, jak się teraz czujesz. Ok.
Teraz wstań – wyprostuj się – weź kilka głębszych oddechów. Przejdź się. Sprawdź ponownie, jak się czujesz.
To nie jest magia. To prosta technika. Postawa ciała wpływa na to, jak się czujesz. Korzystaj ze swojego ciała, by dawało Ci poczucie mocy. Nie zostawiaj ciała samemu sobie, żeby chodziło zgarbione, zgaszone, smutne. Twoje ciało pracuje dla Ciebie. Trzymaj się prosto!
Po piąte: Porównuj się tylko ze sobą
Zawsze będą lepsi i gorsi od Ciebie. To już wiesz. A jednak ciągle się porównujesz. Wiedzieć coś, to za mało. Tak długo, jak nie stosujesz w praktyce tego, co wiesz, nie wpływa to pozytywnie na Twoje życie. Od dziś za każdym razem, kiedy porównasz się z kimś innym – złap tą chwilę i powiedz sobie: „Do tej pory porównywałam się z innymi. Teraz wybieram inaczej. Porównuję się tylko ze sobą. To mi bardziej służy.”
Po szóste: 3 rzeczy, z których dziś jesteś zadowolony z siebie
Patricia Fripp, która jest coachem mawia: „Nawyki są jak tory kolejowe. Dużo czasu zajmuje, by je położyć – ale jeśli to zrobisz, doprowadzą Cię gdziekolwiek zechcesz”. Niech Twoich nawykiem stanie się codzienne pisanie 3 rzeczy, które zrobiłeś dziś dobrze. Pisz je na telefonie, żeby zawsze były pod ręką. Czytaj je pod koniec każdego tygodnia, to Cię wzmocni. A z czasem baczne zwracanie uwagi na to, co robisz dobrze stanie się Twoim nawykiem. To będzie kolejny sukces w budowaniu poczucia Twojej wartości.
Po siódme: Wytrwaj
Powrót do punktu pierwszego. Dbaj o swoją motywację. Koncentruj się na osiągnięciu celu. Rób tyle, ile możesz. 5% wystarczy. Wizualizuj osiągnięcie swoich celów. Kontynuuj tak długo, jak trzeba. To njalepsza inwestycja w siebie, jaką możesz sobie zafundować. Bądź swoim najlepszym przyjacielem. Kochaj się i dbaj o siebie.
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
To cytat z książki Oga Mandino „Największy cud świata”. Przytaczam go tutaj, bo przypomina o tym, że w głębi serca każdy z nas zna swoją wartość. Tyle tylko, że tak bardzo o tym zapominamy na co dzień, że w końcu nawykowo sabotujemy samych siebie. A potem myślimy o sobie jeszcze gorzej...
Być może dzisiaj jest ten dzień, kiedy powiesz sobie: Dość! Chcę dla siebie jak najlepiej i właśnie zaczynam zmieniać swoje życie na lepsze. Zaczynam od tego, co o sobie myślę! Howgh!
Co to jest samoocena?
To ogólna ocena nas samych – co o sobie myślisz? Na ile lubisz sam siebie? Na ile czujesz się wartościową osobą? Iwona Majewska-Opiełka określa samoocenę jako „mądrą miłość do siebie”.
Optymalna samoocena sprawia, że czujesz się ze sobą dobrze, akceptujesz swoje słabości, koncentrujesz na mocnych stronach i możliwościach, jakie niesie życie. Uważasz, że Ty jesteś ważny i Twoje potrzeby są ważne. Myślisz o sobie ciepło i życzliwie, jesteś swoim najlepszym przyjacielem. Działasz, by zadbać o siebie jak najlepiej – podejmujesz wyzwania, rozwijasz się, określasz jasno swoje granice, wybierasz to, co Ci służy i rezygnujesz z rzeczy, sytuacji, relacji, które są toksyczne. Dbasz o siebie w sferze fizycznej, psychicznej i duchowej.
W kontekście kariery zawodowej – optymalna samoocena pozwala Ci iść własną ścieżką, aplikować na stanowiska, które Cię naprawdę interesują, przekonać pracodawcę, że jesteś odpowiednią osobą i osiągać sukcesy zawodowe. Samo poczucie własnej wartości oczywiście nie wystarczy, żeby osiągnąć sukces, ale jest ważnym elementem spełnienia zawodowego.
Wpływ zaniżonej samooceny na twoje życie
Kiedy jesteś do siebie zbyt krytycznie nastawiony, karasz się za każdą pomyłkę, umniejszasz swoje sukcesy – to oznacza, że każdego dnia wybierasz strategię, która Ci nie służy.
Zaniżona samoocena wpływa negatywnie na wszystkie obszary Twojego życia: karierę zawodową, relacje, pieniądze, zdrowie, rozwój osobisty. Każda rola, którą pełnisz w życiu – jest zainfekowana tym, co o sobie myślisz i w związku z tym jakie decyzje podejmujesz. A takich ról pełnisz co najmniej kilka – jesteś mężem, ojcem, przyjacielem, synem, pracownikiem, itd.
Z niską samooceną bardziej cenisz opinię innych niż swoją własną. To inni są dla Ciebie autorytetem, nie Ty sam. Dlatego osobom z obniżonym poczuciem własnej wartości trudno jest żyć i podejmować decyzje w zgodzie ze sobą. Najczęściej inni są w stanie Ciebie przekonać, że wiedzą lepiej, co jest dla Ciebie dobre. A Ty się z tym zgadzasz i coraz bardziej oddalasz od tego, kim naprawdę jesteś i jak chcesz żyć.
Czy coś można z tym zrobić?
Tylko nieliczni otrzymali w pakiecie z wychowaniem optymalne poczucie własnej wartości. Ale to nie oznacza, że cała reszta jest skazana na życie w mękach do końca swoich dni na tym ziemskim padole :) Nad podniesieniem samooceny można pracować. A więc do dzieła!
7 sposobów na podniesienie samooceny
Po pierwsze: Po co to robisz?
Teraz to wiesz i masz wysoką motywację. Chcesz pracować nad poczuciem własnej wartości. Ale już za tydzień, dwa powody mogą trochę przyblaknąć, a wysiłek który wkładasz w przeformułowanie swoich myśli na bardziej wspierające – może Ci coraz bardziej doskwierać. Dlatego stwórz listę 3-5 kluczowych powodów, dla których ten wysiłek się opłaci. Kiedy motywacja spada, wracaj do listy i pracuj dalej.
Po drugie: Odpuść sobie perfekcjonizm – 5% wystarczy
Perfekcjonizm jest świetną wymówką, by nic nie robić. „Nie biegam, bo w tej chwili nie mam więcej czasu niż pół godziny. A pół godziny nic mi nie da...”, „Znowu nie odezwałem się na spotkaniu, chociaż chciałem, to nie ma sensu...”, „Robię coś na 100% albo wcale. Taka już jestem...” Tymczasem wystarczy zrobić malutką zmianę każdego dnia. Nie wszystko od razu. Tak się nie da. W ten sposób się szybko zniechęcasz. Jak napisała na blogu moja znajoma Julia zainspirowana wykładem Rinpocze: Za każdym razem rób malutką zmianę. 5% wystarczy. Just a little bit. (Cały post Julii tutaj)
Po trzecie: Powiedz stop swojemu wewnętrznemu krytykowi
On Ci nie daje żyć. Czyha na każdą okazję, by Cię znokautować i zniechęcić do działania. Czas zamknąć mu gębę. O sposobach radzenia sobie z wewnętrznym krytykiem przeczytasz w poprzednim poście: Zrzęda i Hero, czyli Twój dialog wewnętrzny
Po czwarte: Trzymaj się prosto
Właśnie tak! Sprawdź ze sobą, jak się teraz czujesz. Ok.
Teraz wstań – wyprostuj się – weź kilka głębszych oddechów. Przejdź się. Sprawdź ponownie, jak się czujesz.
To nie jest magia. To prosta technika. Postawa ciała wpływa na to, jak się czujesz. Korzystaj ze swojego ciała, by dawało Ci poczucie mocy. Nie zostawiaj ciała samemu sobie, żeby chodziło zgarbione, zgaszone, smutne. Twoje ciało pracuje dla Ciebie. Trzymaj się prosto!
Po piąte: Porównuj się tylko ze sobą
Zawsze będą lepsi i gorsi od Ciebie. To już wiesz. A jednak ciągle się porównujesz. Wiedzieć coś, to za mało. Tak długo, jak nie stosujesz w praktyce tego, co wiesz, nie wpływa to pozytywnie na Twoje życie. Od dziś za każdym razem, kiedy porównasz się z kimś innym – złap tą chwilę i powiedz sobie: „Do tej pory porównywałam się z innymi. Teraz wybieram inaczej. Porównuję się tylko ze sobą. To mi bardziej służy.”
Po szóste: 3 rzeczy, z których dziś jesteś zadowolony z siebie
Patricia Fripp, która jest coachem mawia: „Nawyki są jak tory kolejowe. Dużo czasu zajmuje, by je położyć – ale jeśli to zrobisz, doprowadzą Cię gdziekolwiek zechcesz”. Niech Twoich nawykiem stanie się codzienne pisanie 3 rzeczy, które zrobiłeś dziś dobrze. Pisz je na telefonie, żeby zawsze były pod ręką. Czytaj je pod koniec każdego tygodnia, to Cię wzmocni. A z czasem baczne zwracanie uwagi na to, co robisz dobrze stanie się Twoim nawykiem. To będzie kolejny sukces w budowaniu poczucia Twojej wartości.
Po siódme: Wytrwaj
Powrót do punktu pierwszego. Dbaj o swoją motywację. Koncentruj się na osiągnięciu celu. Rób tyle, ile możesz. 5% wystarczy. Wizualizuj osiągnięcie swoich celów. Kontynuuj tak długo, jak trzeba. To njalepsza inwestycja w siebie, jaką możesz sobie zafundować. Bądź swoim najlepszym przyjacielem. Kochaj się i dbaj o siebie.
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Etykiety:
samoocena,
sylwia-zawada,
wszystkie-artykuly
Twoje wartości a praca z sensem
Autor:
Sylwia Zawada
„Tracimy tyle czasu na rzeczy pilne, że nie starcza nam go na rzeczy ważne”
François de La Rochefoucauld
Każdy z nas ma własny, indywidualny system wartości ukształtowany w dzieciństwie i rozwijany przez całe życie – w wyniku różnych doświadczeń, pracy nad rozwojem osobistym czy traumatycznych przeżyć.
Jeśli żyjemy w zgodzie ze swoimi wartościami, to czujemy się spójni wewnętrznie, spokojniejsi, mamy poczucie przeznaczania czasu na właściwe rzeczy, mamy poczucie sensu. Natomiast jeśli nasze działania są sprzeczne z naszymi wartościami, to żyjemy w ciągłym konflikcie wewnętrznym – cena jest wysoka – to wysysa z nas energię, a w konsekwencji odbija się na naszym zdrowiu i poczuciu zadowolenia z życia.
Co to są wartości?
Zacznę od przykładów – wartością mogą być podróże, rodzina, dobra materialne, przyjaźć, ekologia, dobra zabawa, rozwój, praca, tworzenie, prestiż, wysportowane ciało, autentyczność, życie duchowe, piękno, siła, przyroda, itd... Wszystko to, co jest dla nas ważne, co nas motywuje do działania, daje poczucie sensu.
Jedna z definicji (Łobocki M. „Pedagogika wobec wartości” w „Kontestacje pedagogiczne”) mówi, że wartości "to wszystko, co uchodzi za ważne i cenne dla jednostki i społeczeństwa oraz jest godne pożądania, co łączy się z pozytywnymi przeżyciami i stanowi jednocześnie cel dążeń ludzkich". Z kolei według Danuty Dobrowolskiej (Wartości religijne i moralne młodych Polaków) "Wartością najogólniej zdefiniowaną jest wszystko to, co stanowi przedmiot potrzeb, postaw, dążeń i aspiracji człowieka. Może to więc być przedmiot materialny, osoba, instytucja, idea, rodzaj działania". Można też utożsamiać wartości z aspiracjami, rozumiejąc je jako "jakieś ważne dobra (...) bardziej od innych warte tego, by je w życiu osiągnąć" (Dyczewski L., „Kultura polska w procesie przemian”)
System wartości jako drogowskaz
Grupa najważniejszych wartości tworzy system wartości – i to on jest drogowskazem przy podejmowaniu decyzji. Spędzić wieczór w pracy? Spędzić go z rodziną? A może z przyjaciółmi? To, co wybierzemy – pokaże jaka wartość w danym momencie jest dla nas najważniejsza. Równorzędne mogą być dla nas – sukces, rodzina i przyjaciele. Aby zadbać o nie wszystkie w zależności od sytuacji będziemy różnie wybierać.
Na przykład – jeśli ostatnio zadbałam o rodzinę i przyjaciół, a w pracy kończę ważny projekt – to prawdopodobnie zostanę w pracy. Ale jeśli od tygodni siedzę po godzinach i zaniedbuję rodzinę – to prawdopodobnie wybiorę rodzinę, niezależnie od tego, jak pilny jest projekt.
Świadomie wprowadzam tu pewne uproszczenie, żeby pokazać, jak wartości działają jako drogowskaz – na nasze decyzje mają też wpływ inne rzeczy – jak presja w pracy, strach przez zwolnieniem, atmosfera w domu, problemy rodzinne, itd. Skupiam się tylko na podejmowaniu decyzji w zgodzie z wartościami, ignorując inne elementy wpływające na decyzję.
Znajomość własnych wartości
Jeśli ktoś świadomie nie zajmuje się rozwojem osobistym to prawdopodobnie nie zna swoich wartości. Nie uczą tego w szkole ani na studiach, nikt o to raczej nie pyta podczas rozmów kwalifikacyjnych – skąd mielibyśmy to wiedzieć? Czy w takim razie jest to potrzebne?
Moim zdaniem – tak. To pozwala uporządkować wewnętrzny świat. Jeśli to zrobimy, możemy potem świadomie kierować się swoimi wartościami i dzięĸi temu mieć pewność, że dobrze wybraliśmy. Bez tej świadomości jesteśmy jak liść na wietrze – podejmujemy decyzje w zależności od siły zewnętrznego nacisku w danym momencie. Jestem wtedy zewnątrzsterowalna, nie podejmuję decyzji świadomie i z intencją największego dobra swojego i najbliższych, ale raczej unikając przykrych sytuacji, które mógłby nam zafundować ktoś z zewnątrz – na przykład szef pracoholik czy rozczarowany partner.
W oderwaniu od wartości
Skoro wartości są takie ważne, to jak to możliwe, że często żyjemy w oderwaniu od nich? Powodów może być wiele. Jeden z nich to wychowanie. Teraz to się coraz bardziej zmienia, ale jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu – dziecko miało być grzeczne, słuchać starszych i nie sprawiać kłopotów. Takie wychowanie to ciągłe dostosowywanie się – zupełnie nie służy rozwojowi osobowości, indywidualności, budowaniu własnej tożsamożci. Dziesiątki dzieci w jednakowych mundurkach, słuchające znudzonego i sfrustrowanego nauczyciela, dokuczanie rówieśników, jeśli się wyróżniasz, itd. To tylko wierzchołek góry lodowej sprowadzający się do słów: Nieważne co Ty chcesz (potrzebujesz), masz się dostosować. Nieważne, co ci w duszy gra. Bądź cicho i słuchaj starszych. Nieważne, czego pragniesz. Nieważne. Ty jesteś nieważny.
Jeśli wychodzimy do świata z takim przekonaniem, nie przyjdzie nam głowy, żeby myśleć o własnych potrzebach. One przecież nie są ważne. Jestem na świecie po to, żeby spełniać oczekiwania innych. Czuję się ok ze sobą tylko wtedy, kiedy uda mi się zadowolić kogoś innego.
Życie w zgodzie z własnymi potrzebami i wartościami to zupełnie inny paradygmat. Wymaga przebudzenia, pracy nad sobą albo innego wychowania. Takiego, w którym rodzice słuchają, utwierdzają dziecko w przekonaniu, że jest ważne i kochane niezależnie od stopni, które przyniesie. Że to, czego pragnie, jest piękne, dobre i warte zaspokojenia.
Czasem też się zdarza, że związujemy się z partnerem, który ma inne wartości niż my. I ze źle pojętej miłości rezygnujemy z naszych wartości i zaczynamy prowadzić tryb życia, który wspiera realizację wartości partnera. Często słyszę, szczególnie kobiety mówiące: już nie wiem, czego ja chcę. Łapię się na tym, że prawie wszystko co robimy – to pomysły mojego partnera. Ja już nawet nie wiem, na co mam ochotę, co sprawiłoby mi przyjemność, gdzieś zniknęłam w tym związku...
Inny powód to pogoń za pieniędzmi. Trudno dziś troszczyć się o siebie, bliskich, realizować swoje marzenia bez solidnego zabezpieczenia finansowego. Więc pracujemy więcej niż byśmy chcieli, niż to wynika z naszych wartości – po to, by zaspokoić inną wartość – jakości życia, którą cenimy.
Wszystkie te powody, dla których gubimy nasze wartości – są jakimś zagubieniem. Da się je wzmocnić, odzyskać, rozwinąć poprzez terapię i inne medoty pracy nad sobą. To nie są nieodrwacalne zmiany. Każdy z nas ma bardoz silnie wdrukowany naturlany system zaspokajania własnych potrzeb. Jak powiedział ktoś mądry: „Żeby komus pomóc, trzeba najpierw samemu przetrwać”.
Jak je poznać?
Istnieje wiele narzędzi na poznanie własnych wartości. Sporo pracy można wykonać samemu pytając na przykład:
- Co jest dla mnie ważne?
- Bez czego moje życie nie miałoby sensu?
- Co biorę pod uwagę przed podjęciem decyzji?
Warto też szczególnie uważnie obserwować się w sytuacjach konfliktowych – kiedy uruchamia się w nas potężne: NIE! Nie zrobię tego! To prawdopodobnie sygnał, że ktoś od nas wymaga zachowania niezgodnego z naszymi wartościami.
Albo w drugą stronę: słyszymy wewnętrzne potężne: TAK! Chociaż logika i doswiadczenie nam podpowiadają, ze nasze działanei nie ma sensu. Za tym TAK! Stoi prawdopodobnie jakaś nasza ważna potrzeba.
Nie jest łatwe ani oczywiste odkrycie wartości samodzielnie, jeśli nie do końca czujemy temat, szukamy trochę po omacku, nie wiemy, czy to co odkryliśmy, ma sens.
Praca z sensem a wartości
Ok, odkryłeś swoje wartości, wiesz co jest dla ciebie ważne. Co to ma wspólnego z szukaniem swojej drogi zawodowej?
Podstawowa rzecz – twoja praca nie może być w sprzeczności z twoimi wartościami. Inaczej będziesz się męczyć, tracić energię, nic nie zdziałasz. Przykład: jeśli wartością dla ciebie są szybkie rezultaty, to nie wybieraj organizacji o bardzo złożonej strukturze i wolnych procesach decyzyjnych. Jeśli wartością jest zdrowy tryb życia – unikaj pracy w firmach produkujących alkohol czy papierosy. Jeśli kochasz zwierzęta – nie szukaj pracy w firmach produkujących kosmetyki i farmaceutyki, bo wciąż wielka ilość chemii jest testowana na zwierzętach.
W idealnej sytuacji wybierz pracę, w której będziesz mógł realizować chociaż niektóre z twoich wartości. Na przykład jeśli twoją wartością jest piękno – zatrudnij się tam, gdzie tworzone są piękne rzeczy, jeśli zdrowie – być może idealną pracą byłoby dla ciebie praca edukatora w tym obszarze. Jeśli interesuje cię prestiż – wybierz organizację międzynarodową o uznanej pozycji.
Do tego dochodzą inne wytyczne – mała/duża organizacja, praca twórcza/powtarzalna, samodzielna/w zespole, na etacie/własna działalność, itd.
Jakie są zalety życia w zgodzie z własnymi wartościami?
Osoby ze spójnym systemem własnych wartości trudniej ulegają manipulacji – robię to, co uważają za słuszne. Podejmowanie decyzji jest dla nich łatwe, nie tracą czasu i energii na gdybanie – po prostu wiedzą, czego chcą. W sytuacjach konfliktowych podejmują niezależne decyzje, bo mają jasne drogowskazy i wiedzą, na czym opierają te decyzje.
Takie osoby są też inspirujące dla innych – każdy ma w sobie tęsknotę życia w zgodzie ze sobą. Na co dzień środowisko raczej nie wspiera takiej postawy, raczej wymaga, byśmy realizowali czyjeś potrzeby. Dlatego pojawienie się takiej osoby jest bardzo odświeżające. Od razu przypomina nam się, co jest dla nas ważne i że tak można żyć. Taka postawa bardzo porusza, bo przecież każdy chce być sobą, tylko nie każdy wierzy, że może sobie na taki luksus pozwolić.
W jakim stopniu żyjesz w zgodzie ze swoimi wartościami?
Jest takie ćwiczenie (nie mojego autorstwa), które pozwala sprawdzić, w jakim stopniu żyjemy w zgodzie z naszymi wartościami. Na jednej kartce wypisujesz swoje najważniejsze wartości – maksymalnie siedem.
Na drugiej kartce wypisujesz swoje codzienne czynności:
- Co robisz każdego dnia?
- Raz/dwa razy w tygodniu?
- Raz/dwa razy w miesiacu?
- Raz/dwa razy w roku?
Potem patrzysz na te czynności i określasz – które z nich realizują twoje wartości? Ile czynności które wykonujesz dziennie/tygodniowo/miesięcznie/rocznie jest w zgodzie z twoimi wartościami? 90%? 60%? 10%? Na ile jesteś zadowolony z tego jak jest teraz? Na ile chcesz to zmienić? Co chcesz konkretnie zmienić?
Jak przeorganizować swoje życie, aby osiągnąć spójność?
Często boimy się dotknąć naszych wartości, bo to takie najdelikatniejsze nasze miejsce, łatwo wywołuje silne wzruszenia, łzy. A przecież jesteśmy nauczeni, że jak ktoś płacze, to jest słaby. A w tym płaczu i w tej delikatności jest taka siła, że z tego miejsca wszystko się da zrobić, tam łączy się wiara i miłość, które uruchamiają moce wykraczające daleko poza zdrowy rozsądek. Z tego miejsca organiczenia nie istnieją. Wszystko jest możliwe.
Kolejny tekst:
Talenty
Poprzedni tekst:
7 sposobów na podniesienie poczucia własnej wartości
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Przekonania
Autor:
Sylwia Zawada
“Kiedy myślisz, że możesz i kiedy myślisz, że nie możesz,
to w obydwu przypadkach masz rację”
Henry Ford
„To nie są moje przekonania, tylko nie pasuję do dzisiejszego rynku pracy...” - stwierdzasz ze smutkiem po wielu nieudanych próbach znalezienia zajęcia, które miałoby dla Ciebie jakąś wartość. To jest jakaś opinia. Nawet nie jakaś. To dla Ciebie bardzo bolesna opinia. Czyni Cię wyrzutkiem. Jeśli tak myślisz, jesteś ugotowana... No co Wy, naprawdę uwierzyliście, że będę uprawiać czarnowidztwo? Nic z tego! Tu i teraz czas działać, jakaś tam opinia (nawet z całym szacunkiem Twoja), nie powstrzyma Cię, jeśli jej na to nie pozwolisz :)
Zaczniemy sobie od filmiku:
Tak to już jest, że umysł nie jest w stanie wszystkiego zobaczyć. Daniel Simons i Christopher Chabris przeprowadzili w latach 90 klasyczny już eksperyment dotyczący uwagi. Simons pokazuje osobom badanym nagranie video przedstawiające trening koszykówki i prosi o policzenie, ile podań wykonała drużyna w białych koszulkach. 6 zawodników – 3 w białych i 3 w czarnych biega po całym pomieszczeniu. Każda drużyna ma jedną piłkę. Podania są bardzo dynamiczne. Trudno jest nadążyć za wydarzeniami i nie pomylić drużyn ani piłek. Po zakończeniu badania Simons pyta: „Czy zauważyliście coś niezwykłego?” Wielu badanych kręci głową i mówi: „Nie, nie zauważyłem nic niezwykłego”. Wtedy Simons pyta: „A co powiecie o gorylu, który pojawił się między zawodnikami?” Odtwarza jeszcze raz to samo nagranie i badani z najwyższym zdumieniem widzą, że między grających wchodzi wolnym krokiem przebrany za goryla człowiek, odwraca twarz w stronę kamery, wali się w piersi, a następnie schodzi z ekranu. Wydaje się prawie niemożliwe, by tak widoczny fakt umknął uwadze badanych. A jednak tylko połowa osób zauważyła goryla.
To badanie nie odnosi się wprost do przekonań, tylko do ograniczeń naszego umysłu. Kiedy skupiamy się mocno na jednym elemencie, nie widzimy innych, które są równie niezaprzeczalne. Przywołuję je raczej jako inspirację i dowód na to, że widzimy to, co chcemy widzieć, widzimy to, na czym skupiamy uwagę, widzimy to, co najbardziej oczywiste, co jest nam znane. Żeby zobaczyć inne elementy układanki, trzeba inaczej spojrzeć na rzeczywistość.
I jeszcze cytat z książki Simonsa i Chabrisa: Niewidzialny goryl. Dlaczego intuicja nas zwodzi: “Podobnie jak struktura ludzkiego ciała nie pozwala nam na latanie, struktura naszego umysłu nie pozwala nam dostrzec wszystkiego, co się wokół nas znajduje”.
Czym są przekonania i jak mogą nas wspierać lub ograniczać w realizacji naszych celów?
Przekonania to nasze opinie o nas samych i otaczającej nas rzeczywistości, np. Jestem inteligentny. Taniec łatwo mi przychodzi. Kiedy potrzebuję pomocy, zawsze blisko jest ktoś, kto mnie wesprze. Koty są wredne. Nie chodzi się samemu do teatru. Mogę liczyć tylko na siebie.
Takie sądy, szczególnie jeśli nie uświadomione, mają potężny wpływ na decyzje i działania, jakie podejmujemy. Są filtrami rzeczywistości, sprawiają że widzimy piłkę, a nie widzimy goryla.
Przekonania najprościej możemy podzielić na wspierające i ograniczające realizację jakiegoś celu.
Wierzymy w nie bezrefleksyjnie, nie zastanawiamy się czy są prawdziwe i na ile nam służą. Przekonania kształtują się od dziecka – w procesie wychowania, a potem przez doświadczenia i pracę nad sobą (lub jej brak).
Jeśli wierzymy, że jest tak i tak, to nawet nie szukamy czegoś innego. Na przykład - jeśli wierzysz, że jesteś do niczego, to nie zdziwisz się, kiedy po rozmowie kwalifikacyjnej nie dostaniesz pracy. Może nawet podświadomie wywołasz taką sytuację i spóźnisz się na rozmowę albo się do niej porządnie nie przygotujesz, przez co zaprezentujesz się słabiej niż inni kandydaci. W końcu jesteś do niczego.
A jeśli wierzysz, że np. masz duże szanse, żeby otrzymać tę pracę, to zrobisz wszystko, żeby je jeszcze zwiększyć. Przygotujesz się do rozmowy, dowiesz się więcej o firmie i osobie, z którą będziesz rozmawiać, znajdziesz znajomego znajomego, który w tej firmie pracuje i opowie Ci, jak to wygląda „od środka”, przygotujesz listę pytań do pracodawcy, żeby czuł Twoją motywację. Tak wyposażony we wspierające przekonania na temat siebie, wiedzę o sobie i firmie, świadomość swoich kompetencji – poczujesz się pewniej i za tą pewnością podąży również mowa ciała. Bo to, co mówisz i jak mówisz, to tylko część sukcesu. Równie ważna, a może nawet ważniejsza jest mowa Twojego ciała, Twoje reakcje na zaskakujące czasami pytania i stwierdzenia pracodawcy.
Jak sprawdzić, jakie mam przekonania na konkretny temat?
Swoje przekonania można odkryć na wiele sposobów. Na przykład – można pisać dziennik i przeczytać go po kilkunastu dniach czy nawet miesiącu. W słowie pisanym łatwiej znaleźć wzorce myślenia niż w naszym wewnętrznym dialogu. A pamiętajmy, że każdego dnia 95% naszych myśli się powtarza, codziennie właściwie myślimy to samo!
Inny sposób to wypisanie jak największej ilości tekstów-kluczy, które słyszałeś w swoim dzieciństwie – na przykład – co powtarzali Ci rodzice? Nauczyciele w szkole? Koledzy? Prawdopodobnie zintegrowałeś te powiedzenia i tym samym stały się częścią Twojego wewnętrznego dialogu. Wciąż je sobie powtarzasz, często nieświadomie.
Spotykaj się z ludźmi, którzy są różni od Ciebie. Jeśli pracujesz nad rozwojem zawodowym – przebywaj wśród ludzi, którzy mają pracę, w której się dobrze czują, która zaspokaja ich potrzeby, w której się rozwijają. Posłuchaj, co oni mówią. Jeśli coś wzbudzi Twój sprzeciw – bingo! To prawdopodobnie jest w konflikcie z Twoimi przekonaniami. Czas na refleksję!
Poniżej przykłady popularnych przekonań – zarówno wspierających, jak i ograniczających. Przeczytaj je i sprawdź, jakie mają odniesienie do Ciebie:
Przekonania na temat nas samych
Wspierające: Zawsze sobie poradzę / znajdę rozwiązanie, Jestem ważna / wartościowa, Mam dużo do zaoferowania, W większości sytuacji jestem sobą, Łatwo mnie kochać, Osiągam swoje cele, Kiedy coś mi się nie udaje, a jest to ważne, wyciągam wnioski i znów próbuję
Ograniczające: Nie jestem wystarczająco mądry, Nigdy się tego nie nauczę, Nie radzę sobię na rynku pracy, Fatalnie zarządzam czasem, pieniędzmi, Uczę się zbyt wolno, Jestem miła, grzeczna, dobrze wychowana
Przekonania na temat pieniędzy i bogactwa
Wspierające: Pieniądze są źródłem dobra, Mogę zarabiać pieniądze na wiele sposobów, Mam wiele źródeł dochodu, Zarabianie pieniędzy łatwo mi przychodzi, Zawsze mam pieniądze na to, czego potrzebuję, Dzięki pieniądzom życie moje i moich bliskich jest przyjemniejsze, bogatsze, radośniejsze, zdrowsze, Pieniądze są czyste
Ograniczające: Bogaci to oszuści, Pieniądze są brudne, Pieniądze psują ludzi, Pieniądze są źródłem zła, Nigdy nie mam wystarczająco pieniędzy, Nigdy nie zarobię tyle, ile chcę, Pieniądze się mnie nie trzymają
Przekonania na temat pracy
Wspierające: Zawsze jestem w stanie znaleźć sobie pracę, w której będę się dobrze czuć, Nawet w kryzysie pracodawcy zatrudniają, W pracy się rozwijam, Pracuję z wartościowymi ludźmi
Ograniczające: Praca wysysa ze mnie energię, Żeby dostać dobrą pracę, trzeba kłamać, Pracodawcy to oszuści, W Polsce nie da się zarobić na własnej działalności, Dobrą pracę można dostać tylko po znajomości, Albo pracujesz po godzinach albo mało zarabiasz, Jest bezrobocie, Fatalnie wypadam na interview
Przekonania na temat sukcesu / porażki
Wspierające: Popełnianie błędów jest normalne na drodze do sukcesu, Sukces dla każdego znaczy coś innego, Tak długo, jak wzrastam i uczę się nowych rzeczy, porażka nie istnieje, Porażka jest wtedy, kiedy wiem, że jest mi źle i nic z tym nie robię
Ograniczające: Ci, którzy odnoszą sukces mają szczęście / znajomości / bogatych rodziców, Moje życie to porażka, Sukces nie jest mi pisany, Popełnianie błędów jest złe
Czy przekonania można zmienić?
Czy to oznacza, że jeśli mam przekonania ograniczające, to jestem skazany na porażkę do końca życia? Odpowiedź brzmi – to zależy :)
Przekonania nie są na zawsze, można je zmienić. I albo same się zmienią na skutek naszego doświadczenia – czyli nagle jednak dostaniemy wymarzoną pracę, spotkamy wspaniałego partnera na życie, zaczną nam się przydarzać dobre rzeczy. Dzięki takim doświadczeniom przekonania mogą się zmienić. Jeśli moje przekonanie przetransformuje się dzięki takim wydarzeniom z „Jestem beznajdziejny” na „Jestem wystarczająco dobry” - to zmieni się całe moje życie. Na lepsze. Skoro jestem wystarczająco dobry, to świat się przede mną otwiera i więcej jest dla mnie możliwe.
Ale znacznie bardziej prawdopodobne, że wytłumaczysz to sobie tak: „Jestem beznadziejny i nie poznali się na mnie, więc dostałem tą pracę”, „Skoro mnie zatrudnili, to sami są durniami”, „Nie mogę pokazać mojemu partnerowi swojej prawdziwej natury, bo natychmiast mnie rzuci”. I myśląc w ten sposób zaczynamy podcinać sobie nowo nabyte skrzydła... Aż odetniemy je zupełnie i rzeczywiście – pracodawca nas zwolni, a partner porzuci. Brrrr!
Jest też drugie rozwiązanie – świadoma praca nad swoimi przekonaniami, nad ich zmianą. To wymaga uważności, energii i przede wszystkim chęci, ale to najpewniejsza metoda.
A więc kilka kroków:
- zidentyfikować swoje przekonania w danym obszarze (praca, relacje, co myślę o sobie)
- sprawdzić, które Cię ograniczają (bo wspierające też na pewno masz i z tych się trzeba cieszyć)
- zacząć pracę nad zmieną przekonań
- kontynuować ją
- dalej kontynuować
- kontynuować do skutku, jak nie wychodzi poszukać pomocy i dalej kontynuować
- pogratulować sobie zmiany przekonania i chwilę pocelebrować sukces
- poszukać kolejnego przekonania do zmiany
Tylko jak je zmienić?
To jednocześnie łatwe i trudne. Łatwe, bo wymaga TYLKO wyłapania za każdym razem w naszym dialogu wewnętrznym starego przekonania – i powiedzenia sobie: O jesteś stare przekonanie. Do widzenia. Od dziś myślę o sobie: „Jestem wystarczająco dobra”. A jeśli jestem wystarczająco dobra, to co jest dla mnie możliwe?
Trudne, bo szczególnie na początku trzeba się mocno skupić – dialog wewnętrzny leci nam z automatu. Może pojawić się głos: No ale przecież nie będę sobie powtarzać, że jestem dobra, skoro znam siebie i wiem, ze jestem beznadziejna! To jeszcze oprócz tego, że jestem beznadziejna mam się okłamywać?
Jeśli tak jest, to na początku możesz przyjąć formułę: Do tej pory myślałam o sobie, że jestem beznadziejna. Wiem, że ta myśl mi nie służy. Od dziś otwieram się na myśli, które są dla mnie wspierające. Otwieram się na myśl, że jestem wystarczająco dobra.
I tak dalej, powoli, systematycznie, zmień swoje sądy o sobie na takie, które pozwolą Ci rozwinąć skrzydła.
Świadomy wybór własnych przekonań
W pewnym momencie (gdzieś w okolicy osiągania dojrzałości, czyli koło 20 roku życia) przerzucanie winy za niezadowolenie z własnego życia na rodziców, partnera, przyjaciół – tylko oddala nas coraz bardziej od życia, które tak naprawdę chcemy mieć.
Życia, które istnieje w naszej głowie, sercach, za czym tęksni nasza dusza. Jeśli wiesz, jak chcesz żyć – to pewnie też już wiesz, że chęci to za mało. Trzeba działać – krok po kroku sprawić, aby Twoja wizja stała się Twoją rzeczywistością. To się samo nie zrobi. Tego nikt za nas nie zrobi. Nie licz, że „sprawę załatwi” partner, ślub, lepsza praca, posiadanie rodziny, domu nad morzem, itd. Tylko Ty to możesz zrobić. Tak, będziesz potrzebowała wsparcia. Ale to Twoje życie i w potężnym zakresie (tam, gdzie masz wpływ) zależy ono od Ciebie.
Jednym z elementów, na które masz wpływ to twoje przekonania. Wybierz je bez pośpiechu. Wybierz je dobrze – niech Ci służą i wspierają Cię w tworzeniu. I pamiętaj, żeby po drodze dobrze się bawić :) Jak mówi Og Mandino: „Jesteś największym cudem świata...” Traktuj się więc odpowiednio.
Kolejny tekst:
7 sposobów na podniesienie poczucia własnej wartości
Poprzedni tekst:
Zrzęda i Hero, czyli Twój dialog wewnętrzny
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Bądź bardziej jak pies!
Autor:
Sylwia Zawada
Twoje życie nie jest wystarczająco ekscytujące? Być może konieczna jest zmiana postawy :)
Zerknij na tą reklamę, moc inspiracji i dobrego humoru...
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Zerknij na tą reklamę, moc inspiracji i dobrego humoru...
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Etykiety:
inspiracje,
sylwia-zawada,
wszystkie-artykuly
Zrzęda i Hero, czyli Twój dialog wewnętrzny
Autor:
Sylwia Zawada
Badania (National Science Foundation) wskazują, że każdego dnia w naszej głowie pojawia się około 50 000 myśli. 95% z nich powtarza się każdego dnia. Z tego wniosek, że nasze myśli to głównie nawyki. 70-80% to myśli negatywne, również nawykowo. Niekoniecznie są prawdziwe, po prostu przyzwyczailiśmy się tak myśleć. Dobra wiadomość jest taka, że każdy nawyk można zmienić.
Doskonale znasz ten głos. Kiedy poczujesz inspirację, pragnienie, by poprawić jakość swojego życia, na przykład znaleźć pracę, która da Ci spełnienie zawodowe – jest duże prawdopodobieństwo, że w Twoim wnętrzu dojdzie do ostrej wymiany zdań. Głównym dyskutantem będzie krytyk wewnętrzny.
Cokolwiek będziesz chciał zrobić, poprawić, zmienić – krytyk Cię zaatakuje mówiąc na przykład:
- Ty i pasja? Daj spokój, nie masz żadnej pasji, ciesz się, że w ogóle dali Ci jakąś pracę, lepiej się jej trzymaj! Masz słomiany zapał! Dziś chcesz to, jutro tamto, nigdy niczego nie udało Ci się osiągnąć! Chcesz się wybrać do coacha? Pewnie, spróbuj, wydaj bez sensu ciężko zarobione pieniądze, tylko po to, żeby się dowiedzieć tego co już i tak wiesz – jesteś średniakiem i nic tego nie zmieni!
Dyskusja z krytykiem jest trudna, bo jeśli krytyk jest silny, to pewnie w większości spraw po prostu się z nim z nim zgadzasz. On Ci mówi: Jesteś beznadziejna! - A Ty po cichu przyznajesz mu rację. Zmierzenie się z krytykiem wymaga odwagi – równocześnie chroni Cię nie tylko przed samym sobą, ale też przed innymi osobami, którym być może pozwalasz, by przekraczały Twoje granice.
Dwa głosy: wspierający i krytykujący
Przywołam pewną historię, którą być może znasz: Pewnego dnia stary wódz indiański rozmawiał ze swoim wnukiem. „W moim wnętrzu toczy się walka – powiedział chłopcu – zaczęła się, kiedy byłem w twoim wieku. To walka między dwoma wilkami. Jeden z nich jest zły – mówi mi, że nie dam rady, że to nie ma sensu, cały czas podcina mi skrzydła. Drugi wilk jest dobry – mówi, by się nigdy nie poddawać, że zawsze znajdę rozwiązanie, że sobie poradzę. Ta sama walka będzie się toczyła w tobie – i w każdym innym człowieku”. Chłopiec zastanowił się przez chwilę, po czym zapytał dziadka: „Który wilk wygra?”. Stary Indianin odpowiedział: „Ten, którego będziesz karmił”.
Warto pamiętać, że w każdym z nas istnieją dwa głosy: wspierający i krytykujący. Być może ostatnio więcej słuchałaś głosu swojego krytyka. Tak się czasem zdarza, to nie koniec świata. Ale ten drugi też istnieje. Jeśli chcesz sięgać w życiu po to, czego pragniesz – nadszedł czas na zmierzenie się z krytykiem wewnętrznym. I czas na wzmocnienie głosu wspierającego.
Wystaw krytyka za drzwi
Pierwszy krok zmierzenia się z krytykiem to przyjrzenie się, co dokładnie mówi. Przypomnij sobie sytuacje, w których krytyk najbardziej się uaktywnia i zapisz jego słowa. Zapisz, żeby zobaczyć, co on o Tobie myśli. Widzisz? Czy można traktować poważnie kogoś, kto mówi takie bzdury? Pamiętaj, że te słowa to tylko opinia krytyka, to są kłamstwa o Tobie. Kłamstwa, w które może nawet wierzysz, jeśli słuchałeś ich wiele razy.
Ok, przygotowałeś listę kłamstw Twojego krytyka, wygląda pewnie mniej więcej tak:
Lista kłamstw krytyka na mój temat:
„Jesteś głupi”
„Nigdy nie dostaniesz tej pracy”
„Nie znasz się”
„Własna firma? Nie zarobisz nawet na podatki”
„Masz słomiany zapał”
„Nic nie robisz naprawdę dobrze”
„To nie dla Ciebie”
„Nie jesteś wystarczająco dobry”
„Znowu porażka, nigdy nic nie osiągniesz”
„Siedź cicho, wstyd będzie mniejszy”
„Nie potrafisz tego”
„Jesteś dziwakiem”
„Nikt Cię nie lubi”
„Nie poradzisz sobie”
Słowa krytyka są jednym z elementów, które sprawiają, że trudno Ci osiągnąć to, czego pragniesz. Pamiętaj, że to Ty decydujesz, czy go słuchasz czy nie. To Ty nim rządzisz, nie odwrotnie. On się żywi Tobą, Twoją energią. Jest pasożytem, Twoim wewnętrznym tasiemcem. Tak, obrzydliwość! Czas wystawić go za drzwi!
Jak wykończyć krytyka wewnętrznego?
Jego pokarmem jest dręczenie Ciebie. Im bardziej mu się to udaje, tym bardziej rośnie w siłę. Przy tym cały czas udaje Twojego przyjaciela, że mówi to wszystko dla Twojego dobra, żeby Cię chronić. Podstępne bydlę. Jak sobie z nim poradzić?
Na początek – przestań go słuchać.
Możesz nadać mu imię (propozycja Brene Brown), np. Zrzęda, Nudziarz – dzięki temu jak tylko się pojawi, od razu go rozpoznasz: Wrócił Zrzęda. Nudziarz jak zwykle przynudza.
Wymyśl i wypisz kilka ciętych ripost, którymi uraczysz go przy najbliższej okazji. Ważne, żeby były Twoje, żebyś czuła się z nimi komfortowo. Kilka przykładów:
Riposty na kłamstwa krytyka wewnętrznego:
„Przymknij się, przynudzasz”
„Możesz tak myśleć, jesteś tylko przygłupim tasiemcem”
„I co z tego? I tak zrobię to, co zamierzam”
„Tam są drzwi, do widzenia”
„Posłuchaj sam siebie, jakie bzdury wygadujesz”
Teraz za każdym razem, gdy odwiedzi Cię Zrzęda – powitaj go tym repertuarem. Z czasem wejdzie Ci to w nawyk i równocześnie z czasem wizyty będą rzadsze, a ataki łagodniejsze.
Natura nie znosi próżni
W każdym z nas mieszkają dwa wilki... a więc dwa głosy. Dialog wewnętrzny trwa nieustannie (chyba że medytujesz, ale o tym przy innej okazji).
Przyglądaj się swojemu dialogowi wewnętrznemu, swoim 50 000 myśli dziennie. Jesteś w trakcie osłabiania swojego krytyka, to pracochłonny proces. Pamiętaj, że natura nie znosi próżni – dlatego kiedy przestajesz słuchać jednego, zacznij dawać uwagę dobremu wilkowi, wspierającemu głosowi.
Nadaj mu imię. W ten sposób będziesz mogła się z nim szybciej skontaktować. Na przykład Superman albo Hero.
Superman zawsze sprawia, że czujesz się pewniej, lepiej. Zachęca Cię do działania, ale i do odpoczynku, jeśli tego potrzebujesz. Jest Twoim najlepszym przyjacielelem. Mówi:
„Zawsze znajdziesz rozwiązanie”
„Poradzisz sobie”
„Jesteś mądra”
„Znajdziesz odpowiednie słowa”
„Masz świetne pomysły”
„Cały czas się rozwijasz”
„Koncentruj się na swoich mocnych stronach”
„Daj sobie czas, nie od razu Rzym zbudowano”
„Teraz odpuść i odpocznij. Zajmiesz się tym jutro”
Zacznij ćwiczyć każdego dnia wsłuchiwanie się w jego głos. Prawdopodobnie teraz masz nawyk słuchania Nudziarza – nawyk słuchania jest bardzo dobry, tylko przestaw fale na odbiór Supermana :) Pewnie, że to nie jest takie proste. I co z tego? Z czasem stanie się bardzo proste, z czasem stanie się Twoim nawykiem, który będzie Cię wspierał na każdym kroku. W szukaniu pracy, w relacjach z bliskimi, w traktowaniu siebie z miłością.
Cierpliwości
To może potrwać, bądź tego świadomy. Jeśli Ci to pomoże – zaistaluj sobie aplikacje, które pomagają w ukształtowaniu wspierających nawyków. Wysyłają przypominacze, alarmują, gdy zapominasz o systematyczności. Znajdź własny sposób, by wytrwać w przeformułowaniu swoich myśli na takie, które będą Ci lepiej służyć. Niech Twój dialog wewnętrzny będzie pełen miłości, zrozumienia i humoru :)
Kolejny tekst:
Przekonania
Poprzedni tekst:
Inspiracja i wiara
Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
O rajdzie po Monciaku i mądrości ciała
Autor:
Sylwia Zawada
Chcę wierzyć, że wszystko da się załatwić pokojowo. Że żyję w świecie, w którym możliwa jest komunikacja bez przemocy. Że wszystkie potrzeby mogą być zaspokojone bez ranienia siebie, innych ludzi i w szerszym kontekście - respektując wszystkie istoty żywe, całe środowisko naturalne, naszą planetę.
Bardzo w to chcę wierzyć. Ale zdarzają się sytuacje, kiedy mam potężne wątpliwości.
Pojechalam na weekend do Sopotu. Byla piękna pogoda, mnóstwo ludzi spacerowało po Monciaku, siedziało w ogródkach, równie tłoczno bylo na molo, gdzie akurat w kinie letnim wyświetlali “Spadkobierców”.
Ja też spacerowałam - pełen relaks, ulubiona latte w dłoni - robiłam zdjęcia, oglądałam film, a potem poszłam Monciakiem w kierunku centrum.
Nagle zorientowałam się, że dzieje sie coś dziwnego - ludzie rozstępowali się gwałtownie przed nadjeżdżającym czerwonym samochodem, który JECHAŁ MONCIAKIEM I TO Z DUŻĄ PRĘDKOŚCIĄ.
Tam nie powinno być tego samochodu… Po Monciaku nie jeżdżą samochody… Kierowca samochodu po prostu gnał głównym deptakiem Sopotu bez opamiętania! Część ludzi zaczęła wykrzykiwać przekleństwa i wyzwiska pod jego adresem, część zaczęła gonić samochód - pamiętam, że pomyślałam wtedy: “zlinczują go”. I przestraszyłam się tej myśli, bo była we mnie niezgoda na lincz, chociaż oczywiste bylo, że trzeba go powstrzymać, bo zrobi krzywdę wielu osobom.
Jak powtrzymać pędzący samochód bez szkody dla ludzi, kiedy jesteś po prostu na spacerze?? Jak w ogóle powstrzymać pędzący samochód? Nie mam pojęcia…
Za chwilę horror się powtórzył, ale tym razem bylo znacznie gorzej - samochód wracał, kierowca jechał jeszcze szybciej, ludzie krzyczeli, że potrącił już kilka osób... Stałam na jego trasie caly czas nie wierząc w to, co się dzieje - mój mózg mówił mi caly czas - Sylwia to jest niemożliwe! Niemożliwe, żeby ktoś świadomie chciał ranić ludzi…
Ale auto gnało prosto na mnie! Szarpnęłam się do tyłu - i przemknął obok mnie - tłum błyskawicznie robił miejsce dla szaleńca, ale nie wszyscy zorientowali się, co się w ogóle dzieje. W światłach reflektorów zobaczylam dziecko - ktore jakimś cudem uniknęło potrącenia… Kolejne co widzialam, to dziewczyna idąca wprost na maskę - nie miala tyle szczęścia co dziecko - auto uderzyło w nią w ogóle nie zwalniając. Jej cialo wystrzeliło w powietrze i huknęło o ziemię… Leżała przez sekundę, a potem usiadła gwałtownie. Reszty nie widzialam, pobiegł do niej tłum ludzi…
Na policję udalo mi się dodzwonić dopiero po kilku minutach, linia byla caly czas zajęta. Odebrała dyspozytorka i powiedziala - tak, wiemy, mamy milion telefonów w tej sprawie… Karetki pojawily się po kilku minutach, ale biorąc pod uwagę tempo wcześniejszych wydarzeń - trwało to całe wieki…
Cała się trzęsłam, to co się działo wciąż do mnie nie docierało… Teraz sobie myślę - jaki mózg jest tępy - widzi, ale jeśli coś nie zgadza się z twoim światopoglądem, z twoimi filtrami - to możesz widzieć, ale nie rozumiesz co się dzieje. A jak nie rozumiesz, co się dzieje to nie jesteś w stanie zareagować w najlepszy dla siebie sposób. Chociaż może rozumienie nie jest takie kluczowe. Reakcja jest kluczowa, nieważne skąd pochodzi.
Mój filtr jest taki - ludzie są dobrzy i wspierający, w najgorszym wypadku są obojętni, ale nie mam filtra, który mówi, że w moim otoczeniu są ludzie, którzy bez powodu są gotowi zabijać. Bo mogą. Bo na przyklad mają samochód, który może służyć do ratowania życia (jak karetka), do zwiedzania świata, zwyczajnie do przemieszczania się (do pracy, na zakupy), ale też do zabijania…
Nie wiem, co mogłam zrobić. Może coś a może nic.
Przychodzi mi do glowy, że gdyby ktokolwiek wiedział, jak sie zachować, to by to zrobił. Wszystko dzialo się tak szybko. Ale nie chodzi mi tu o gdybanie - chodzi mi bardziej o to, byśmy czasem potrafili reagować bez wahania. W sprawie kierowcy na Monciaku. Przemocy domowej. Putina. Nie znam rozwiązania. Ale nie mam zgody na brutalność, agresję, zabijanie.
Zawszej bałam się tłumu. Psychologii tłumu i wszystkiego co się z tym łączy - braku odpowiedzialności za indywidualne decyzje, uleganiu chwilowemu poczuciu wspólnoty, siły płynącej z lęku… Ile krzywdy wyrządził jednostkom oszalały tłum… Ile samosądów, ukamieniowań, bicia na śmierć… A dziś poznałam zupelnie inne oblicze tłumu - bezbronność tłumu wobec jednostki…
Następnego dnia leżałam na plaży, pięknie świeciło slońce, bylo cudownie… W pewnym momencie usłyszałam silnik samochodu - przysięgam, że serce mi zamarlo… Pierwszy raz w życiu (bo wczoraj to czułam tylko zadziwienie) przestraszyłam się silnika samochodu… Ten rzekomy samochód na plaży to byl po prostu quad ratowników, którzy patrolowali wybrzeże. Ale to mi uświadomiło, że reakcja mojego ciała na dźwięk silnika samochodu zmienila na kolejne miesiące, może lata…
Teraz jak to piszę - jeszcze jedno przychodzi mi do glowy, co wcześniej niby wiedzialam i nawet mówiłam o tym wielokrotnie, ale dziś czuję to szczególnie: to ciało mnie uratowało przez rozpędzonym samochodem, odskoczyło instynktownie. Mój mózg w oszołomieniu próbował zinterpretować informacje, których nie mógł wrzucić w żaden znajomy paradygmat. Jakby analizowanie informacji było ważniejsze od życia.
Cialo zawsze wie. Ciało nigdy mnie nie oszukuje. Reakcje mojego ciała, jakkolwiek bezzasadne by mi się wydawały - mówią mi jasno, co mi służy a co nie.
Kiedy spotykam nowych ludzi, wchodzę w różne nowe sytuacje, doświadczam różnych rzeczy - moje ciało mówi mi TAK lub NIE. Czasami nie jestem gotowa tego przyjąć, udaję że nie czuję, ale i tak po prostu wiem. Spotykam nową osobę i moje cialo mówi mi - jest bezpiecznie. Albo - ten ktoś teraz kłamie. Albo coś tu nie gra… Albo to nie jest dla ciebie dobre. To są wszystko autentyczne przykłady komunikatów z mojego ciała.
Ufam mojemu ciału najbardziej na świecie. Równocześnie - jeszcze nigdy tak mocno nie poczulam, jak zawodny jest mój umysł. Skąd więc w naszej kulturze takie uwielbienie umysłu i takie dążenie do rozwijania umysłu przy równoczesnym zabijaniu czucia w ciele? To nie ma sensu… To nam nie służy… Sluchania swojego ciała powinniśmy się uczyć przez całe życie - i za każdym razem, kiedy wchodzimy w sytuacje, w której mamy ścisk żołądka, ścisk gardła, nagle mdłości, kiedy ciągle choruje - nie racjonalizujmy tego. Posłuchajmy, co cialo chce powiedziec.
Tak, czasem zdarzy się, że boli nas żołądek po marnym posiłku. Albo wali serce po 3 kawach. Ale znacznie częściej ciało próbuje nam coś powiedzieć… Coś strasznie ważnego, na co umysł nigdy nie wpadnie - dopóki nie pozna nowego paradygmatu.
Czasem oczywiście nie chcemy pewnych rzeczy widzieć, bo to by wymagało zmian. I mózg jest fantastyczny w tym, żeby racjonalizowac nam wchodzenie i kontynuowanie bycia w sytuacjach, które nie są dla nas dobre… Wishfull blindness, jak ktoś to ladnie określił. A więc nawet poznanie nowego paradygmatu nie jest wystarczające. Musimy przede wszystkim chcieć zobaczyć. To chcieć jest kluczowe. Musimy chcieć poczuć, co mówią nasze ciała, nauczyć się tego języka i być w stałym kontakcie.
Ta sytuacja pokazuje mi jeszcze cos. Wracam do komunikacji bez przemocy i do zagłuszania swoich potrzeb. Zagłuszanie się nie sprawdza.
Mam głębokie przekonanie, że najważniejszą umiejętnością w ogóle jest umiejętność komunikacji bez przemocy - komunikacji ze swoim ciałem, ze swoim sercem, z potrzebami swojej duszy, a także komunikacji z innymi - sluchania tego, co inni chcą nam przekazać. Mówienia innym, co jest dla nas ważne. Szacunek dla potrzeb swoich i innych ludzi. Branie odpowiedzialności za własne decyzje. Dzialanie w intencji najlepszego dobra swojego - i naszych najbliższych.
Bez przemocy - bo w komunikacji z samym sobą tak często doświadczamy brutalności. Sami sobie mówimy straszne rzeczy. Straszne rzeczy słyszymy od innych. Straszne rzeczy mówimy innym, najczęściej naszym najbliższym. Już wystarczy. Proszę o więcej pokoju.
Wciąż wierzę, że jestem bezpieczna w świecie i że otaczają mnie dobrzy ludzie. Czasem moja ścieżka krzyżuje się z tymi, którzy ranią bez powodu. Wtedy moje cialo bije na alarm i chroni mnie. To jeszcze bardziej mi pokazuje, że na co dzień otaczają mnie cudowni, wspierający przyjaciele. Moja łabędzie rodzina, która tworzę każdego dnia. O którą dbam. Która jest moim największym skarbem na tej ziemi. I jestem za nią wdzięczna.
Bardzo w to chcę wierzyć. Ale zdarzają się sytuacje, kiedy mam potężne wątpliwości.
Pojechalam na weekend do Sopotu. Byla piękna pogoda, mnóstwo ludzi spacerowało po Monciaku, siedziało w ogródkach, równie tłoczno bylo na molo, gdzie akurat w kinie letnim wyświetlali “Spadkobierców”.
Ja też spacerowałam - pełen relaks, ulubiona latte w dłoni - robiłam zdjęcia, oglądałam film, a potem poszłam Monciakiem w kierunku centrum.
Nagle zorientowałam się, że dzieje sie coś dziwnego - ludzie rozstępowali się gwałtownie przed nadjeżdżającym czerwonym samochodem, który JECHAŁ MONCIAKIEM I TO Z DUŻĄ PRĘDKOŚCIĄ.
Tam nie powinno być tego samochodu… Po Monciaku nie jeżdżą samochody… Kierowca samochodu po prostu gnał głównym deptakiem Sopotu bez opamiętania! Część ludzi zaczęła wykrzykiwać przekleństwa i wyzwiska pod jego adresem, część zaczęła gonić samochód - pamiętam, że pomyślałam wtedy: “zlinczują go”. I przestraszyłam się tej myśli, bo była we mnie niezgoda na lincz, chociaż oczywiste bylo, że trzeba go powstrzymać, bo zrobi krzywdę wielu osobom.
Jak powtrzymać pędzący samochód bez szkody dla ludzi, kiedy jesteś po prostu na spacerze?? Jak w ogóle powstrzymać pędzący samochód? Nie mam pojęcia…
Za chwilę horror się powtórzył, ale tym razem bylo znacznie gorzej - samochód wracał, kierowca jechał jeszcze szybciej, ludzie krzyczeli, że potrącił już kilka osób... Stałam na jego trasie caly czas nie wierząc w to, co się dzieje - mój mózg mówił mi caly czas - Sylwia to jest niemożliwe! Niemożliwe, żeby ktoś świadomie chciał ranić ludzi…
Ale auto gnało prosto na mnie! Szarpnęłam się do tyłu - i przemknął obok mnie - tłum błyskawicznie robił miejsce dla szaleńca, ale nie wszyscy zorientowali się, co się w ogóle dzieje. W światłach reflektorów zobaczylam dziecko - ktore jakimś cudem uniknęło potrącenia… Kolejne co widzialam, to dziewczyna idąca wprost na maskę - nie miala tyle szczęścia co dziecko - auto uderzyło w nią w ogóle nie zwalniając. Jej cialo wystrzeliło w powietrze i huknęło o ziemię… Leżała przez sekundę, a potem usiadła gwałtownie. Reszty nie widzialam, pobiegł do niej tłum ludzi…
Na policję udalo mi się dodzwonić dopiero po kilku minutach, linia byla caly czas zajęta. Odebrała dyspozytorka i powiedziala - tak, wiemy, mamy milion telefonów w tej sprawie… Karetki pojawily się po kilku minutach, ale biorąc pod uwagę tempo wcześniejszych wydarzeń - trwało to całe wieki…
Cała się trzęsłam, to co się działo wciąż do mnie nie docierało… Teraz sobie myślę - jaki mózg jest tępy - widzi, ale jeśli coś nie zgadza się z twoim światopoglądem, z twoimi filtrami - to możesz widzieć, ale nie rozumiesz co się dzieje. A jak nie rozumiesz, co się dzieje to nie jesteś w stanie zareagować w najlepszy dla siebie sposób. Chociaż może rozumienie nie jest takie kluczowe. Reakcja jest kluczowa, nieważne skąd pochodzi.
Mój filtr jest taki - ludzie są dobrzy i wspierający, w najgorszym wypadku są obojętni, ale nie mam filtra, który mówi, że w moim otoczeniu są ludzie, którzy bez powodu są gotowi zabijać. Bo mogą. Bo na przyklad mają samochód, który może służyć do ratowania życia (jak karetka), do zwiedzania świata, zwyczajnie do przemieszczania się (do pracy, na zakupy), ale też do zabijania…
Nie wiem, co mogłam zrobić. Może coś a może nic.
Przychodzi mi do glowy, że gdyby ktokolwiek wiedział, jak sie zachować, to by to zrobił. Wszystko dzialo się tak szybko. Ale nie chodzi mi tu o gdybanie - chodzi mi bardziej o to, byśmy czasem potrafili reagować bez wahania. W sprawie kierowcy na Monciaku. Przemocy domowej. Putina. Nie znam rozwiązania. Ale nie mam zgody na brutalność, agresję, zabijanie.
Zawszej bałam się tłumu. Psychologii tłumu i wszystkiego co się z tym łączy - braku odpowiedzialności za indywidualne decyzje, uleganiu chwilowemu poczuciu wspólnoty, siły płynącej z lęku… Ile krzywdy wyrządził jednostkom oszalały tłum… Ile samosądów, ukamieniowań, bicia na śmierć… A dziś poznałam zupelnie inne oblicze tłumu - bezbronność tłumu wobec jednostki…
Następnego dnia leżałam na plaży, pięknie świeciło slońce, bylo cudownie… W pewnym momencie usłyszałam silnik samochodu - przysięgam, że serce mi zamarlo… Pierwszy raz w życiu (bo wczoraj to czułam tylko zadziwienie) przestraszyłam się silnika samochodu… Ten rzekomy samochód na plaży to byl po prostu quad ratowników, którzy patrolowali wybrzeże. Ale to mi uświadomiło, że reakcja mojego ciała na dźwięk silnika samochodu zmienila na kolejne miesiące, może lata…
Teraz jak to piszę - jeszcze jedno przychodzi mi do glowy, co wcześniej niby wiedzialam i nawet mówiłam o tym wielokrotnie, ale dziś czuję to szczególnie: to ciało mnie uratowało przez rozpędzonym samochodem, odskoczyło instynktownie. Mój mózg w oszołomieniu próbował zinterpretować informacje, których nie mógł wrzucić w żaden znajomy paradygmat. Jakby analizowanie informacji było ważniejsze od życia.
Cialo zawsze wie. Ciało nigdy mnie nie oszukuje. Reakcje mojego ciała, jakkolwiek bezzasadne by mi się wydawały - mówią mi jasno, co mi służy a co nie.
Kiedy spotykam nowych ludzi, wchodzę w różne nowe sytuacje, doświadczam różnych rzeczy - moje ciało mówi mi TAK lub NIE. Czasami nie jestem gotowa tego przyjąć, udaję że nie czuję, ale i tak po prostu wiem. Spotykam nową osobę i moje cialo mówi mi - jest bezpiecznie. Albo - ten ktoś teraz kłamie. Albo coś tu nie gra… Albo to nie jest dla ciebie dobre. To są wszystko autentyczne przykłady komunikatów z mojego ciała.
Ufam mojemu ciału najbardziej na świecie. Równocześnie - jeszcze nigdy tak mocno nie poczulam, jak zawodny jest mój umysł. Skąd więc w naszej kulturze takie uwielbienie umysłu i takie dążenie do rozwijania umysłu przy równoczesnym zabijaniu czucia w ciele? To nie ma sensu… To nam nie służy… Sluchania swojego ciała powinniśmy się uczyć przez całe życie - i za każdym razem, kiedy wchodzimy w sytuacje, w której mamy ścisk żołądka, ścisk gardła, nagle mdłości, kiedy ciągle choruje - nie racjonalizujmy tego. Posłuchajmy, co cialo chce powiedziec.
Tak, czasem zdarzy się, że boli nas żołądek po marnym posiłku. Albo wali serce po 3 kawach. Ale znacznie częściej ciało próbuje nam coś powiedzieć… Coś strasznie ważnego, na co umysł nigdy nie wpadnie - dopóki nie pozna nowego paradygmatu.
Czasem oczywiście nie chcemy pewnych rzeczy widzieć, bo to by wymagało zmian. I mózg jest fantastyczny w tym, żeby racjonalizowac nam wchodzenie i kontynuowanie bycia w sytuacjach, które nie są dla nas dobre… Wishfull blindness, jak ktoś to ladnie określił. A więc nawet poznanie nowego paradygmatu nie jest wystarczające. Musimy przede wszystkim chcieć zobaczyć. To chcieć jest kluczowe. Musimy chcieć poczuć, co mówią nasze ciała, nauczyć się tego języka i być w stałym kontakcie.
Ta sytuacja pokazuje mi jeszcze cos. Wracam do komunikacji bez przemocy i do zagłuszania swoich potrzeb. Zagłuszanie się nie sprawdza.
Mam głębokie przekonanie, że najważniejszą umiejętnością w ogóle jest umiejętność komunikacji bez przemocy - komunikacji ze swoim ciałem, ze swoim sercem, z potrzebami swojej duszy, a także komunikacji z innymi - sluchania tego, co inni chcą nam przekazać. Mówienia innym, co jest dla nas ważne. Szacunek dla potrzeb swoich i innych ludzi. Branie odpowiedzialności za własne decyzje. Dzialanie w intencji najlepszego dobra swojego - i naszych najbliższych.
Bez przemocy - bo w komunikacji z samym sobą tak często doświadczamy brutalności. Sami sobie mówimy straszne rzeczy. Straszne rzeczy słyszymy od innych. Straszne rzeczy mówimy innym, najczęściej naszym najbliższym. Już wystarczy. Proszę o więcej pokoju.
Wciąż wierzę, że jestem bezpieczna w świecie i że otaczają mnie dobrzy ludzie. Czasem moja ścieżka krzyżuje się z tymi, którzy ranią bez powodu. Wtedy moje cialo bije na alarm i chroni mnie. To jeszcze bardziej mi pokazuje, że na co dzień otaczają mnie cudowni, wspierający przyjaciele. Moja łabędzie rodzina, która tworzę każdego dnia. O którą dbam. Która jest moim największym skarbem na tej ziemi. I jestem za nią wdzięczna.
Wartości I - o co tyle szumu?
Autor:
Sylwia Zawada
Jedni wydają milion na nowy samochód, a inni na stary obraz. Są tacy, co spędzają wakacje w luksusowych hotelach i tacy, którzy w wakacje pracują jako wolontariusze w najodleglejszych rejonach świata. Wszyscy mamy znajomych, którzy zawsze zanjdą czas na spotkanie i – i takich, których nie widzieliśmy od miesięcy i są ciągle zajęci... Dziś o tym, co dla nas ważne...
Malo kto rozumie, czym tak naprawdę są wartości i do czego służą. Dużo rozprawaiają o nich trenerzy rozwoju osobistego, coachowie, coraz częście słyszy się o wartościach w biznesie. Ale jeśli zapytamy znajomych jakie są ich wartości - to większość z nich wzruszy ramionami. Usłyszymy być może komentarz: "Wielkie slowa, które nie mają przełożenia na moje życie. Nie zamierzam się tym zajmować."
A ja coraz bardziej odkrywam, że świadomość własnych wartości jest początkiem świadomego życia. Jeśli nie wiesz, co jest dla Ciebie naprawdę ważne, nie jesteś w stanie podjąć decyzji, w której naprawdę wybierasz w zgodzie ze sobą.
Znów wielkie slowa... A co blisko ziemi? No właśnie wszystko. Prawdziwe wskazanie tego, co dla najważniejsze to długi proces odkrywania siebie. Wcale nie jest to oczywiste, na początku udzielamy wyświechtanych odpowiedzi - dom, rodzina, praca… To brzmi wystarczająco dobrze i tak, to na pewno są bardzo ważne elementy twojego życia. Tylko czy na pewno właśnie te? Czy tylko te? Czy w takiej kolejności?
Wartości to to, co jest dla nas strasznie ważne – tak ważne, że jak o tym mówimy, myślimy, to zazwyczaj bardzo się wzruszamy.
Dla mnie taką wartością jest szczęście - sztuka szczęśliwego życia, podejmowania decyzji i działań, które sprawiają, że jesteśmy coraz szczęśliwsi. Przekonałam się o tym ponownie, kiedy kilka miesięcy temu brałam udział w warsztacie z wystąpień publicznych prowadzonych przez dwóch mistrzów świata wystąpień publicznych - Ed Tate i Darren LaCroix.
Podczas pracy nad moim wystąpieniem o szczęściu trenerzy spytali mnie: "Dlaczego szczęście? Po co tym się zajmujesz?" I wtedy skontaktowałam się z moim najglębszym jestestwem, spojrzałam na nich, na pozostałych uczestników warsztatu i powiedziałam trochę oszołomiona: „Nie ma nic ważniejszego na świecie... To moje zadanie...” I równocześnie zaczęłam płakać i śmiać się... To był ważny moment, naprawdę poczułam potęgę swojej misji życiowej...
Kilka miesięcy później na youtube pojawiło się nagranie rozmowy Pharella Wiliamsa i Ophrar Winfrey. Pharell rozmawia z Ophrah o sukcesie swojej piosenki "Happy" i o tym, że nagle ludzie z całego świata zaczęli nagrywać swoją wersję happy i to już nawet nie była jego piosenka - stała się niemal ruchem, manifestacją pragnienia każdego z nas - pragnienia bycia szczęsliwym.
Pharell Williams w pewnym momencie zaczyna płakać u Ophrah - bo świat w końcu, po wielu latach pracy odpowiedział na jego twórczość.
Mówi: “It's overwhelming because it's like I love what I do. And I just appreciate the fact that people have believed in me for so long, that I could make it to this point to feel that.”
A Ophrah na to „I get that, I really get that” – ona od zawsze kochała telewizję, tymczasem na początku jej kariery zostałą zwolniona z pracy w telewizji z uzasadnieniem, że "nie pasowała do TV". Ale poszła za tym, co było dla niej ważne, co kochała - i hm... dała radę :)
Co wartości mają wspólnego ze szczęściem?
Jeśli żyjemy w zgodzie ze swoimi wartościami, to czujemy się spójni wewnętrznie, spokojniejsi, mamy poczucie przeznaczania czasu na właściwe rzeczy, mamy poczucie sensu. Natomiast jeśli nasze działania są sprzeczne z naszymi wartościami, to żyjemy w ciągłym konflikcie wewnętrznym, dużo energii kosztuje samo wytrzymanie w takim konflikcie. Wcześniej czy później musimy dokonać wyboru.
Przykład:
Inny przykład:
Oczywiście powyższe przykłady obrazują znacznie więcej, niż konflikt wartości. Pokazują, że często pracujemy w zawodach "wysokiego ryzyka konfliktu z naszymi wartościami" - bo sa to równocześnie zawody, które dają dobre wynagrodzenie.
Idealna praca dla Ani? Być może własny biznes, prywatne przedszkole, a może coś zupełnie innego - co z jednej strony dałoby jej możliwość pełnego wykorzystania jej potencjału i kompetencji, a równocześnie nie wymagało tak częstych wyjazdów.
Kamil pewnie odnalazłby się świetnie jako projektakt reklam społecznych - aczkolwiek praca w fundacjach w Polsce wiąże się z kilkuktornie niższymi zarobkami niż w agencjach reklamowych. Jak robić to, co się lubi, dobrze zarabiać i mieć czas na inne rzeczy? Na to pytanie jest odpowiedź. W Tobie. Tylko musisz ją znaleźć, a potem zrobić wszystko, żeby ta wizja stała się rzeczywistością.
Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Malo kto rozumie, czym tak naprawdę są wartości i do czego służą. Dużo rozprawaiają o nich trenerzy rozwoju osobistego, coachowie, coraz częście słyszy się o wartościach w biznesie. Ale jeśli zapytamy znajomych jakie są ich wartości - to większość z nich wzruszy ramionami. Usłyszymy być może komentarz: "Wielkie slowa, które nie mają przełożenia na moje życie. Nie zamierzam się tym zajmować."
A ja coraz bardziej odkrywam, że świadomość własnych wartości jest początkiem świadomego życia. Jeśli nie wiesz, co jest dla Ciebie naprawdę ważne, nie jesteś w stanie podjąć decyzji, w której naprawdę wybierasz w zgodzie ze sobą.
Znów wielkie slowa... A co blisko ziemi? No właśnie wszystko. Prawdziwe wskazanie tego, co dla najważniejsze to długi proces odkrywania siebie. Wcale nie jest to oczywiste, na początku udzielamy wyświechtanych odpowiedzi - dom, rodzina, praca… To brzmi wystarczająco dobrze i tak, to na pewno są bardzo ważne elementy twojego życia. Tylko czy na pewno właśnie te? Czy tylko te? Czy w takiej kolejności?
Wartości to to, co jest dla nas strasznie ważne – tak ważne, że jak o tym mówimy, myślimy, to zazwyczaj bardzo się wzruszamy.
Dla mnie taką wartością jest szczęście - sztuka szczęśliwego życia, podejmowania decyzji i działań, które sprawiają, że jesteśmy coraz szczęśliwsi. Przekonałam się o tym ponownie, kiedy kilka miesięcy temu brałam udział w warsztacie z wystąpień publicznych prowadzonych przez dwóch mistrzów świata wystąpień publicznych - Ed Tate i Darren LaCroix.
Podczas pracy nad moim wystąpieniem o szczęściu trenerzy spytali mnie: "Dlaczego szczęście? Po co tym się zajmujesz?" I wtedy skontaktowałam się z moim najglębszym jestestwem, spojrzałam na nich, na pozostałych uczestników warsztatu i powiedziałam trochę oszołomiona: „Nie ma nic ważniejszego na świecie... To moje zadanie...” I równocześnie zaczęłam płakać i śmiać się... To był ważny moment, naprawdę poczułam potęgę swojej misji życiowej...
Kilka miesięcy później na youtube pojawiło się nagranie rozmowy Pharella Wiliamsa i Ophrar Winfrey. Pharell rozmawia z Ophrah o sukcesie swojej piosenki "Happy" i o tym, że nagle ludzie z całego świata zaczęli nagrywać swoją wersję happy i to już nawet nie była jego piosenka - stała się niemal ruchem, manifestacją pragnienia każdego z nas - pragnienia bycia szczęsliwym.
Pharell Williams w pewnym momencie zaczyna płakać u Ophrah - bo świat w końcu, po wielu latach pracy odpowiedział na jego twórczość.
Mówi: “It's overwhelming because it's like I love what I do. And I just appreciate the fact that people have believed in me for so long, that I could make it to this point to feel that.”
A Ophrah na to „I get that, I really get that” – ona od zawsze kochała telewizję, tymczasem na początku jej kariery zostałą zwolniona z pracy w telewizji z uzasadnieniem, że "nie pasowała do TV". Ale poszła za tym, co było dla niej ważne, co kochała - i hm... dała radę :)
Co wartości mają wspólnego ze szczęściem?
Jeśli żyjemy w zgodzie ze swoimi wartościami, to czujemy się spójni wewnętrznie, spokojniejsi, mamy poczucie przeznaczania czasu na właściwe rzeczy, mamy poczucie sensu. Natomiast jeśli nasze działania są sprzeczne z naszymi wartościami, to żyjemy w ciągłym konflikcie wewnętrznym, dużo energii kosztuje samo wytrzymanie w takim konflikcie. Wcześniej czy później musimy dokonać wyboru.
Przykład:
- Ania ma rodzinę - męża i dwójkę małych dzieci, z którymi chce spędzać jak najwięcej czasu. To jest dla niej bardzo ważne. Równocześnie ceni komfort i wygodne życie - lubi wyjeżdżać z najbliższymi i przyjaciółmi na wakacje, dobrze się ubierać, jeść w restauracjach. To dla niej również bardzo ważne.
- Ania pracuje w dziale sprzedaży - taka praca zapewnia jej wysokie zarobki, które są ważną częścią budżetu domowego. Dzięki pracy może zapewnić sobie i najbliższym wysoki standard życia. Jednocześnie praca wymaga ciągłych wyjazdów, Ania nie może spędzać z bliskimi tyle czasu, ile by chciała.
- Ania nie jest szczęśliwa - chociaż na zewnątrz może się wydawać, że ma idealne życie - ciekawa praca, ułożone życie osobiste, wysoki standard życia. Będzie musiała znaleźć sposób, żeby mieć więcej czasu dla bliskich i równocześnie zapewnić sobie odpowiedni poziom zarobków. Jeśli się da.
Inny przykład:
- Kamil jest grafikiem. Bardzo dobrym. Pracuje dla agencji reklamowych, tworzy kreacje reklam. Jest też aktywnym działaczem na rzecz ochrony praw zwierząt - jest wegetarianinem, organizuje akcje edukacyjne i prowadzi edukacyjny portal internetowy.
- Właśnie dostał zlecenie od swojego pracodawcy, żeby zaprojektować reklamę naturalnych futer - klient chce podnieść sprzedaż futer z lisów, norek i szynszyli
- Kamil nie chce tego robić - to koliduje z jego wartościami. Kamil nie zgadza się na świat, w którym zwierzęta są hodowane i zabijane na futra. To zlecenie narusza system wartości Kamila. Teraz musi znaleźć rozwiązanie, które pozwoli mu zachować pracę i nie realizować tego zlecenia. Czy Kamil będzie próbował porozmawiać z szefem i poprosi go, żeby w ogóle nie brał tego zlecenia?
Oczywiście powyższe przykłady obrazują znacznie więcej, niż konflikt wartości. Pokazują, że często pracujemy w zawodach "wysokiego ryzyka konfliktu z naszymi wartościami" - bo sa to równocześnie zawody, które dają dobre wynagrodzenie.
Idealna praca dla Ani? Być może własny biznes, prywatne przedszkole, a może coś zupełnie innego - co z jednej strony dałoby jej możliwość pełnego wykorzystania jej potencjału i kompetencji, a równocześnie nie wymagało tak częstych wyjazdów.
Kamil pewnie odnalazłby się świetnie jako projektakt reklam społecznych - aczkolwiek praca w fundacjach w Polsce wiąże się z kilkuktornie niższymi zarobkami niż w agencjach reklamowych. Jak robić to, co się lubi, dobrze zarabiać i mieć czas na inne rzeczy? Na to pytanie jest odpowiedź. W Tobie. Tylko musisz ją znaleźć, a potem zrobić wszystko, żeby ta wizja stała się rzeczywistością.
Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Etykiety:
inspiracje,
life-coaching,
sylwia-zawada,
wszystkie-artykuly
A kiedy odkryjesz swoją misję...
Autor:
Sylwia Zawada
Znalazłeś! Po wielu miesiącach intensywnej pracy nad sobą, próbowania różnych rzeczy, poznawania nowych ludzi, rozpoznawania swoich potrzeb, wartości, przekonań, silnych stron i ograniczeń - w końcu odkryłeś swoją misję życiową i wiesz, co chcesz robić w życiu! Gratulacje! To wielka chwila i nie wszyscy mają ten przywilej, by być w tym miejscu.
A więc bierzesz się do działania - planujesz strategię, zakładasz stronę internetową, zdobywasz pierwszych klientów, cały czas intensywnie się uczysz, bo jeszcze tylu rzeczy nie wiesz! Energii masz tyle, co nigdy w życiu, śpisz po 4 godziny, ograniczasz życie towarzyskie i koncentrujesz się tylko na swojej pracy.
Niełatwo było odkryć swoją misję, dlatego tak bardzo ją cenisz, czujesz się w końcu na miejscu, adekwatna, "w swojej bajce", wykorzystujesz swoje talenty i czujesz, że to co robisz, ma głęboki sens. Ten sens Cię niesie, sprawia że od ręki załatwiasz sprawy, za które kiedyś nigdy byś się nie wzięła. Nagle prowadzisz wykłady eksperckie, piszesz bloga, dyskutujesz z fascynującymi ldźmi, do których jeszcze kilka miesięcy temu nie miałabyś śmiałości się w ogóle odezwać. Masz MOC!
Przez kolejne 2-3 lata intensywnie budujesz swoją markę, masz totalne flow, znajomi nie mogą uwierzyć, skąd w Tobie taka siła, tyle energii, no i przede wszystkim, jak Ty dajesz radę robić to wszystko w tak krótkim czasie (nie wiedzą, że Twój tydzień pracy to średnio 12 godzin każdego z 7 dni tygodnia)? Podziwiają Cię, gratulują i kręcą głową z niedowierzaniem. Sami też decydują się poszukać w życiu tego, co będzie ich napędzało. Też chcą takiego życia! Z taką adrenaliną, bogactwem, sukcesami! (Większość z nich rezygnuje po miesiącu, dwóch - kiedy okazuje się, że to wymaga wielu zmian w życiu).
Aż pewnego dnia...
Budzisz się w kolejne święta Bożego Narodzenia albo w swoje urodziny albo w długi weekend i czujesz, że zeszło z Ciebie powietrze...
Czujesz, że potrzebujesz zrobić sobie przerwę, spędzic miło czas z przyjaciółmi, porozmawiać przy winie, tak jak kiedyś to robiłaś... Dzwonisz do przyjaciółki - jednej, drugiej, do kumpla - nie odbierają albo okazuje się, że są poza miastem - z przyjaciółmi, rodziną, totalnie poza twoim zasięgiem... hm...
No to próbujesz sobie przypomnieć, co robiłaś kiedyś - ZANIM znalazłaś pasję - kiedy myślałaś, że Twoje życie jest takie puste, bo wykonujesz pracę której nie lubisz. A jednak jedyne, co z tego czasu pamiętasz, to że podróżowałaś, śmiałaś się z przyjaciółmi, tańczyłaś, chodziłaś do kina i teatru...
Teraz to życie PRZED nie wydaje Ci się już takie puste, masz poczucie, że było tak dużo wartościowych elementów, takich za którymi strasznie tęsknisz. Od tak wielu miesięcy nie robisz nic innego poza pracą, którą kochasz... Piszę to bez przekąsu. Piszę to z troską.
Tak, praca którą kochasz jest strasznie ważna, nadaje sens życiu - tak samo jak sens nadają relacje z ludźmi - budowanie przyjaźni, związku, bycie rodzicem.
Zupełnie odrębną kategorią jest odpoczynek. Kiedy masz pracę pasję, jest też duże prawdopodobieństwo, że ignorujesz potrzebę odpoczynku - no bo kiedy lubi się to, co się robi, to taka praca nie męczy...
To pułapka - odpoczynek, dobra zabawa, rozrywka pozwala złapać inną perspektywę, naładować akumulatory, pobyć z bliskimi bez ciągłego sprawdzania telefonu i maila - zadbać o inne obszary życia, zadbać o siebie przede wszystkim.
Odkrycie misji życiowej to wielki przywilej - jej realizowanie to ciężka praca i dużo, naprawdę dużo radości i do tego jeszcze ciagły rozwój. To część wspaniałego życia.
Ale jak ktoś mądry mi kiedyś powiedział: Dbaj o to, by praca była dla Ciebie, a nie Ty dla pracy... Zadbajmy o to, żeby od początku nasze życie było bogate, składało się z wielu ważnych dla nas obszarów. Dzięki temu można z niego więcej czerpać, to jest po prostu bogate życie!
I wtedy, nawet jeśli mamy kłopoty w jednym obszarze - czy to praca, czy przyjaciel czy finanse czy nasze własne zdrowie - to dzięki pozostałym obszarom, które kwitną, bo o nie dbamy - łatwiej damy sobie radę z przeciwnościami.
Dużo gorzej, jeśli koncentrujemy się tylko na jednym, dwóch obszarach - wtedy, kiedy coś się dzieje niedobrego z jednym z nich - całe życie nam się wali w gruzy... Pewnie każdy w jakimś momencie tego doświadczył.
Pojawia mi się ideał - ktoś, kto żyje pełnią życia - kocha to, co robi i znajduje w tym sens, ale równocześnie buduje satysfakcjonujące relacje z ludźmi, ma przyjaciół, rodzinę, znajomych. Kocha przerwy w pracy - często serwuje sobie odpoczynek i wtedy leniuchuje, zwiedza, zbiera inspiracje, poznaje inne kultury, innych ludzi... Czuje, że przerwy są potrzebne i ważne i cieszy się, że może je sobie dać.
Chodzi mi głowie takie sformułowanie - pasjonat życia. Ktoś kto kocha życie i w pełni korzysta z jego uroków. Współczesny mędrzec jak dla mnie :)
Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Niełatwo było odkryć swoją misję, dlatego tak bardzo ją cenisz, czujesz się w końcu na miejscu, adekwatna, "w swojej bajce", wykorzystujesz swoje talenty i czujesz, że to co robisz, ma głęboki sens. Ten sens Cię niesie, sprawia że od ręki załatwiasz sprawy, za które kiedyś nigdy byś się nie wzięła. Nagle prowadzisz wykłady eksperckie, piszesz bloga, dyskutujesz z fascynującymi ldźmi, do których jeszcze kilka miesięcy temu nie miałabyś śmiałości się w ogóle odezwać. Masz MOC!
Przez kolejne 2-3 lata intensywnie budujesz swoją markę, masz totalne flow, znajomi nie mogą uwierzyć, skąd w Tobie taka siła, tyle energii, no i przede wszystkim, jak Ty dajesz radę robić to wszystko w tak krótkim czasie (nie wiedzą, że Twój tydzień pracy to średnio 12 godzin każdego z 7 dni tygodnia)? Podziwiają Cię, gratulują i kręcą głową z niedowierzaniem. Sami też decydują się poszukać w życiu tego, co będzie ich napędzało. Też chcą takiego życia! Z taką adrenaliną, bogactwem, sukcesami! (Większość z nich rezygnuje po miesiącu, dwóch - kiedy okazuje się, że to wymaga wielu zmian w życiu).
Aż pewnego dnia...
Budzisz się w kolejne święta Bożego Narodzenia albo w swoje urodziny albo w długi weekend i czujesz, że zeszło z Ciebie powietrze...
Czujesz, że potrzebujesz zrobić sobie przerwę, spędzic miło czas z przyjaciółmi, porozmawiać przy winie, tak jak kiedyś to robiłaś... Dzwonisz do przyjaciółki - jednej, drugiej, do kumpla - nie odbierają albo okazuje się, że są poza miastem - z przyjaciółmi, rodziną, totalnie poza twoim zasięgiem... hm...
No to próbujesz sobie przypomnieć, co robiłaś kiedyś - ZANIM znalazłaś pasję - kiedy myślałaś, że Twoje życie jest takie puste, bo wykonujesz pracę której nie lubisz. A jednak jedyne, co z tego czasu pamiętasz, to że podróżowałaś, śmiałaś się z przyjaciółmi, tańczyłaś, chodziłaś do kina i teatru...
Teraz to życie PRZED nie wydaje Ci się już takie puste, masz poczucie, że było tak dużo wartościowych elementów, takich za którymi strasznie tęsknisz. Od tak wielu miesięcy nie robisz nic innego poza pracą, którą kochasz... Piszę to bez przekąsu. Piszę to z troską.
Tak, praca którą kochasz jest strasznie ważna, nadaje sens życiu - tak samo jak sens nadają relacje z ludźmi - budowanie przyjaźni, związku, bycie rodzicem.
Zupełnie odrębną kategorią jest odpoczynek. Kiedy masz pracę pasję, jest też duże prawdopodobieństwo, że ignorujesz potrzebę odpoczynku - no bo kiedy lubi się to, co się robi, to taka praca nie męczy...
To pułapka - odpoczynek, dobra zabawa, rozrywka pozwala złapać inną perspektywę, naładować akumulatory, pobyć z bliskimi bez ciągłego sprawdzania telefonu i maila - zadbać o inne obszary życia, zadbać o siebie przede wszystkim.
Odkrycie misji życiowej to wielki przywilej - jej realizowanie to ciężka praca i dużo, naprawdę dużo radości i do tego jeszcze ciagły rozwój. To część wspaniałego życia.
Ale jak ktoś mądry mi kiedyś powiedział: Dbaj o to, by praca była dla Ciebie, a nie Ty dla pracy... Zadbajmy o to, żeby od początku nasze życie było bogate, składało się z wielu ważnych dla nas obszarów. Dzięki temu można z niego więcej czerpać, to jest po prostu bogate życie!
I wtedy, nawet jeśli mamy kłopoty w jednym obszarze - czy to praca, czy przyjaciel czy finanse czy nasze własne zdrowie - to dzięki pozostałym obszarom, które kwitną, bo o nie dbamy - łatwiej damy sobie radę z przeciwnościami.
Dużo gorzej, jeśli koncentrujemy się tylko na jednym, dwóch obszarach - wtedy, kiedy coś się dzieje niedobrego z jednym z nich - całe życie nam się wali w gruzy... Pewnie każdy w jakimś momencie tego doświadczył.
Pojawia mi się ideał - ktoś, kto żyje pełnią życia - kocha to, co robi i znajduje w tym sens, ale równocześnie buduje satysfakcjonujące relacje z ludźmi, ma przyjaciół, rodzinę, znajomych. Kocha przerwy w pracy - często serwuje sobie odpoczynek i wtedy leniuchuje, zwiedza, zbiera inspiracje, poznaje inne kultury, innych ludzi... Czuje, że przerwy są potrzebne i ważne i cieszy się, że może je sobie dać.
Chodzi mi głowie takie sformułowanie - pasjonat życia. Ktoś kto kocha życie i w pełni korzysta z jego uroków. Współczesny mędrzec jak dla mnie :)
Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)






