Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

Przeczytaj poprzednie maile tygodniowe ode mnie

Przeczytaj dotychczasowe maile tygodniowe ode mnie, a potem zapisz się, aby otrzymywać je co niedziela bezpośrednio na Twoją skrzynkę:

Zapisz się TUTAJ


12 lipca 2015
Kiedy Ty zaczniesz realizować swoje plany i marzenia – może ja też się odważę?

5 lipca 2015
Posłuchaj mnie uważnie: Uda Ci się

28 czerwca 2015
Ta sytuacja powtarza się w Twoim życiu bez przerwy, wraca jak bumerang...

21 czerwca 2015
Jeśli masz wynik poniżej 7, odpuść sobie

14 czerwca 2015
Za każdym razem, kiedy wybierasz jedną rzecz – tracisz wszystkie inne

7 czerwca 2015

31 maja 2015

24 maja 2015

17 maja 2015

10 maja 2015

3 maja 2015
Po czym poznać, czy Twój związek będzie trwały czy się wkrótce rozpadnie?

26 kwietnia 2015
Jak być szczęśliwszym w pracy? - nagranie wykładu z SGH

19 kwietnia 2015
A kiedy odkryjesz swoją misję...

12 kwietnia 2015
3 pytania, na które warto znać odpowiedź

5 kwietnia 2015
Po co być szczęśliwym, skoro możesz być miła/y?

29 marca 2015
Co tak naprawdę mam robić w życiu?

22 marca 2015
Gdybym wiedziała, że będę tak długo żyła...

15 marca 2015
Tylko nieliczni wiedzą, że homary są nieśmiertelne...

8 marca 2015
Nigdy nie licz się z faktami

1 marca 2015
Ktoś trzymał mnie za rękę i gładził po plecach...

22 lutego 2015
Bądźcie razem, nie tacy sami...

15 lutego 2015
85% rzeczy, o które się martwisz...

8 lutego 2015
Pozazdrościłam im tarzania sie w śniegu

1 lutego 2015
Zadbaj o swoje zdrowie

25 stycznia 2015
Jak przeżyć chwilę grozy - poradnik survivalowy :)

18 stycznia 2015
Gratuluję! 


Zapisz się TUTAJ





Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Chroń swoje marzenie

Krytyka i racjonalizacja zabija marzenia, podcina skrzydła, nie pozwala nam stawać się tym, kim chcemy... Dlatego zanim kogoś skrytykujesz - zastanów się pięć razy nad swoją intencją.

Zrozum, jak krytyka działa - w filmie „W pogoni za szczęściem” jest tam scena, w której ojciec z synem grają w koszykówkę. Dziecko trafia do kosza i krzyczy:

- Będę profesjonalnym graczem, będę najlepszy! - a ojciec na to:
- Wiesz, nie jestem pewny, ale prawdopodobnie będziesz taki jak ja byłem... tak to działa... a ja byłem poniżej średniej...

Małemu te słowa łamią „ducha koszykarza” - nie chce już grać, pakuje piłkę do torby... Na szczęście ojciec się reflektuje i odszczekuje swoje słowa:

- Hej! Nigdy nie pozwól się nikomu przekonać, że czegoś nie możesz zrobić. Nawet mi. Masz swoje marzenie i musisz je chronić. Ludzie nie potrafią czegoś zrobić i wmawiają Ci, że Ty też nie możesz... Jeśli czegoś pragniesz – zrób wszystko, żeby to osiągnąć. Po prostu...

Zapraszam do obejrzenia fragmentu filmu:



Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Chcesz osiągnąć spełnienie zawodowe? Skoncentruj się na tym.

Zapraszam do obejrzenia fragmentu wykładu Anthony Robbinsa, w którym wyjaśnia co to znaczy zaangażować się w realizację celu. Serdecznie polecam:



Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Dom jest wszędzie tam, gdzie nie trzeba wciągać brzucha


O tym, gdzie jest dom :)





Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Bądź bardziej jak pies!

Twoje życie nie jest wystarczająco ekscytujące? Być może konieczna jest zmiana postawy :)

Zerknij na tą reklamę, moc inspiracji i dobrego humoru...





Zapraszam na pierwszą bezpłatną sesję coachingową. Porozmawiajmy o tym, co chcesz osiągnąć i jak mogę Cię wesprzeć. Zadzwoń lub napisz: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

A dziś wiersz

Bardzo lubię ten wiersz, więc się dzielę:

Gdy słuchałem co mówił uczony astronom...
Gdy słuchałem, co mówił uczony astronom,
Gdy dowody jego twierdzeń ustawiały się przede mną w kolumny cyfr,
Gdy pokazywał mapy i wykresy, demonstrował dodawanie, dzielenie, pomiary,
Gdy siedząc w sali wykładowej, słuchałem wykładu astronoma i braw, jakimi mu przerywano
Jakże rychło źle się poczułem i ogarnęło mnie niewytłumaczalne znużenie,
Które minęło dopiero, gdy podniosłem się, wymknąłem z sali i ruszyłem przed siebie
W mistycznym, wilgotnym powietrzu nocy, od czasu do czasu
Podnosząc wzrok, w całkowitym milczeniu, ku gwiazdom.
- Walt Whitman, przełożył Stanisław Barańczak



Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

O rajdzie po Monciaku i mądrości ciała

Chcę wierzyć, że wszystko da się załatwić pokojowo. Że żyję w świecie, w którym możliwa jest komunikacja bez przemocy. Że wszystkie potrzeby mogą być zaspokojone bez ranienia siebie, innych ludzi i w szerszym kontekście - respektując wszystkie istoty żywe, całe środowisko naturalne, naszą planetę.


Bardzo w to chcę wierzyć. Ale zdarzają się sytuacje, kiedy mam potężne wątpliwości.

Pojechalam na weekend do Sopotu. Byla piękna pogoda, mnóstwo ludzi spacerowało po Monciaku, siedziało w ogródkach, równie tłoczno bylo na molo, gdzie akurat w kinie letnim wyświetlali “Spadkobierców”.

Ja też spacerowałam - pełen relaks, ulubiona latte w dłoni - robiłam zdjęcia, oglądałam film, a potem poszłam Monciakiem w kierunku centrum.

Nagle zorientowałam się, że dzieje sie coś dziwnego - ludzie rozstępowali się gwałtownie przed nadjeżdżającym czerwonym samochodem, który JECHAŁ MONCIAKIEM I TO Z DUŻĄ PRĘDKOŚCIĄ.

Tam nie powinno być tego samochodu… Po Monciaku nie jeżdżą samochody… Kierowca samochodu po prostu gnał głównym deptakiem Sopotu bez opamiętania! Część ludzi zaczęła wykrzykiwać przekleństwa i wyzwiska pod jego adresem, część zaczęła gonić samochód - pamiętam, że pomyślałam wtedy: “zlinczują go”. I przestraszyłam się tej myśli, bo była we mnie niezgoda na lincz, chociaż oczywiste bylo, że trzeba go powstrzymać, bo zrobi krzywdę wielu osobom.

Jak powtrzymać pędzący samochód bez szkody dla ludzi, kiedy jesteś po prostu na spacerze?? Jak w ogóle powstrzymać pędzący samochód? Nie mam pojęcia…

Za chwilę horror się powtórzył, ale tym razem bylo znacznie gorzej - samochód wracał, kierowca jechał jeszcze szybciej, ludzie krzyczeli, że potrącił już kilka osób... Stałam na jego trasie caly czas nie wierząc w to, co się dzieje - mój mózg mówił mi caly czas - Sylwia to jest niemożliwe! Niemożliwe, żeby ktoś świadomie chciał ranić ludzi… 

Ale auto gnało prosto na mnie! Szarpnęłam się do tyłu - i przemknął obok mnie - tłum błyskawicznie robił miejsce dla szaleńca, ale nie wszyscy zorientowali się, co się w ogóle dzieje. W światłach reflektorów zobaczylam dziecko - ktore jakimś cudem uniknęło potrącenia… Kolejne co widzialam, to dziewczyna idąca wprost na maskę - nie miala tyle szczęścia co dziecko - auto uderzyło w nią w ogóle nie zwalniając. Jej cialo wystrzeliło w powietrze i huknęło o ziemię… Leżała przez sekundę, a potem usiadła gwałtownie. Reszty nie widzialam, pobiegł do niej tłum ludzi…

Na policję udalo mi się dodzwonić dopiero po kilku minutach, linia byla caly czas zajęta. Odebrała dyspozytorka i powiedziala - tak, wiemy, mamy milion telefonów w tej sprawie… Karetki pojawily się po kilku minutach, ale biorąc pod uwagę tempo wcześniejszych wydarzeń - trwało to całe wieki…

Cała się trzęsłam, to co się działo wciąż do mnie nie docierało… Teraz sobie myślę - jaki mózg jest tępy - widzi, ale jeśli coś nie zgadza się z twoim światopoglądem, z twoimi filtrami - to możesz widzieć, ale nie rozumiesz co się dzieje. A jak nie rozumiesz, co się dzieje to nie jesteś w stanie zareagować w najlepszy dla siebie sposób. Chociaż może rozumienie nie jest takie kluczowe. Reakcja jest kluczowa, nieważne skąd pochodzi.

Mój filtr jest taki - ludzie są dobrzy i wspierający, w najgorszym wypadku są obojętni, ale nie mam filtra, który mówi, że w moim otoczeniu są ludzie, którzy bez powodu są gotowi zabijać. Bo mogą. Bo na przyklad mają samochód, który może służyć do ratowania życia (jak karetka), do zwiedzania świata, zwyczajnie do przemieszczania się (do pracy, na zakupy), ale też do zabijania…

Nie wiem, co mogłam zrobić. Może coś a może nic.

Przychodzi mi do glowy, że gdyby ktokolwiek wiedział, jak sie zachować, to by to zrobił. Wszystko dzialo się tak szybko. Ale nie chodzi mi tu o gdybanie - chodzi mi bardziej o to, byśmy czasem potrafili reagować bez wahania. W sprawie kierowcy na Monciaku. Przemocy domowej. Putina. Nie znam rozwiązania. Ale nie mam zgody na brutalność, agresję, zabijanie.

Zawszej bałam się tłumu. Psychologii tłumu i wszystkiego co się z tym łączy - braku odpowiedzialności za indywidualne decyzje, uleganiu chwilowemu poczuciu wspólnoty, siły płynącej z lęku… Ile krzywdy wyrządził jednostkom oszalały tłum… Ile samosądów, ukamieniowań, bicia na śmierć… A dziś poznałam zupelnie inne oblicze tłumu - bezbronność tłumu wobec jednostki…

Następnego dnia leżałam na plaży, pięknie świeciło slońce, bylo cudownie… W pewnym momencie usłyszałam silnik samochodu - przysięgam, że serce mi zamarlo… Pierwszy raz w życiu (bo wczoraj to czułam tylko zadziwienie) przestraszyłam się silnika samochodu… Ten rzekomy samochód na plaży to byl po prostu quad ratowników, którzy patrolowali wybrzeże. Ale to mi uświadomiło, że reakcja mojego ciała na dźwięk silnika samochodu zmienila na kolejne miesiące, może lata…

Teraz jak to piszę - jeszcze jedno przychodzi mi do glowy, co wcześniej niby wiedzialam i nawet mówiłam o tym wielokrotnie, ale dziś czuję to szczególnie: to ciało mnie uratowało przez rozpędzonym samochodem, odskoczyło instynktownie. Mój mózg w oszołomieniu próbował zinterpretować informacje, których nie mógł wrzucić w żaden znajomy paradygmat. Jakby analizowanie informacji było ważniejsze od życia.

Cialo zawsze wie. Ciało nigdy mnie nie oszukuje. Reakcje mojego ciała, jakkolwiek bezzasadne by mi się wydawały - mówią mi jasno, co mi służy a co nie.

Kiedy spotykam nowych ludzi, wchodzę w różne nowe sytuacje, doświadczam różnych rzeczy - moje ciało mówi mi TAK lub NIE. Czasami nie jestem gotowa tego przyjąć, udaję że nie czuję, ale i tak po prostu wiem. Spotykam nową osobę i moje cialo mówi mi - jest bezpiecznie. Albo - ten ktoś teraz kłamie. Albo coś tu nie gra… Albo to nie jest dla ciebie dobre. To są wszystko autentyczne przykłady komunikatów z mojego ciała.

Ufam mojemu ciału najbardziej na świecie. Równocześnie - jeszcze nigdy tak mocno nie poczulam, jak zawodny jest mój umysł. Skąd więc w naszej kulturze takie uwielbienie umysłu i takie dążenie do rozwijania umysłu przy równoczesnym zabijaniu czucia w ciele? To nie ma sensu… To nam nie służy… Sluchania swojego ciała powinniśmy się uczyć przez całe życie - i za każdym razem, kiedy wchodzimy w sytuacje, w której mamy ścisk żołądka, ścisk gardła, nagle mdłości, kiedy ciągle choruje - nie racjonalizujmy tego. Posłuchajmy, co cialo chce powiedziec. 

Tak, czasem zdarzy się, że boli nas żołądek po marnym posiłku. Albo wali serce po 3 kawach. Ale znacznie częściej ciało próbuje nam coś powiedzieć… Coś strasznie ważnego, na co umysł nigdy nie wpadnie - dopóki nie pozna nowego paradygmatu.

Czasem oczywiście nie chcemy pewnych rzeczy widzieć, bo to by wymagało zmian. I mózg jest fantastyczny w tym, żeby racjonalizowac nam wchodzenie i kontynuowanie bycia w sytuacjach, które nie są dla nas dobre… Wishfull blindness, jak ktoś to ladnie określił. A więc nawet poznanie nowego paradygmatu nie jest wystarczające. Musimy przede wszystkim chcieć zobaczyć. To chcieć jest kluczowe. Musimy chcieć poczuć, co mówią nasze ciała, nauczyć się tego języka i być w stałym kontakcie.

Ta sytuacja pokazuje mi jeszcze cos. Wracam do komunikacji bez przemocy i do zagłuszania swoich potrzeb. Zagłuszanie się nie sprawdza.

Mam głębokie przekonanie, że najważniejszą umiejętnością w ogóle jest umiejętność komunikacji bez przemocy - komunikacji ze swoim ciałem, ze swoim sercem, z potrzebami swojej duszy, a także komunikacji z innymi - sluchania tego, co inni chcą nam przekazać. Mówienia innym, co jest dla nas ważne. Szacunek dla potrzeb swoich i innych ludzi. Branie odpowiedzialności za własne decyzje. Dzialanie w intencji najlepszego dobra swojego - i naszych najbliższych.

Bez przemocy - bo w komunikacji z samym sobą tak często doświadczamy brutalności. Sami sobie mówimy straszne rzeczy. Straszne rzeczy słyszymy od innych. Straszne rzeczy mówimy innym, najczęściej naszym najbliższym. Już wystarczy. Proszę o więcej pokoju.

Wciąż wierzę, że jestem bezpieczna w świecie i że otaczają mnie dobrzy ludzie. Czasem moja ścieżka krzyżuje się z tymi, którzy ranią bez powodu. Wtedy moje cialo bije na alarm i chroni mnie. To jeszcze bardziej mi pokazuje, że na co dzień otaczają mnie cudowni, wspierający przyjaciele. Moja łabędzie rodzina, która tworzę każdego dnia. O którą dbam. Która jest moim największym skarbem na tej ziemi. I jestem za nią wdzięczna.

Wartości I - o co tyle szumu?

Jedni wydają milion na nowy samochód, a inni na stary obraz. Są tacy, co spędzają wakacje w luksusowych hotelach i tacy, którzy w wakacje pracują jako wolontariusze w najodleglejszych rejonach świata. Wszyscy mamy znajomych, którzy zawsze zanjdą czas na spotkanie i – i takich, których nie widzieliśmy od miesięcy i są ciągle zajęci... Dziś o tym, co dla nas ważne...



Malo kto rozumie, czym tak naprawdę są wartości i do czego służą. Dużo rozprawaiają o nich trenerzy rozwoju osobistego, coachowie, coraz częście słyszy się o wartościach w biznesie. Ale jeśli zapytamy znajomych jakie są ich wartości - to większość z nich wzruszy ramionami. Usłyszymy być może komentarz: "Wielkie slowa, które nie mają przełożenia na moje życie. Nie zamierzam się tym zajmować."

A ja coraz bardziej odkrywam, że świadomość własnych wartości jest początkiem świadomego życia. Jeśli nie wiesz, co jest dla Ciebie naprawdę ważne, nie jesteś w stanie podjąć decyzji, w której naprawdę wybierasz w zgodzie ze sobą.

Znów wielkie slowa... A co blisko ziemi? No właśnie wszystko. Prawdziwe wskazanie tego, co dla najważniejsze to długi proces odkrywania siebie. Wcale nie jest to oczywiste, na początku udzielamy wyświechtanych odpowiedzi - dom, rodzina, praca… To brzmi wystarczająco dobrze i tak, to na pewno są bardzo ważne elementy twojego życia. Tylko czy na pewno właśnie te? Czy tylko te? Czy w takiej kolejności?

Wartości to to, co jest dla nas strasznie ważne – tak ważne, że jak o tym mówimy, myślimy, to zazwyczaj bardzo się wzruszamy.

Dla mnie taką wartością jest szczęście - sztuka szczęśliwego życia, podejmowania decyzji i działań, które sprawiają, że jesteśmy coraz szczęśliwsi. Przekonałam się o tym ponownie, kiedy kilka miesięcy temu brałam udział w warsztacie z wystąpień publicznych prowadzonych przez dwóch mistrzów świata wystąpień publicznych - Ed Tate i Darren LaCroix.

Podczas pracy nad moim wystąpieniem o szczęściu trenerzy spytali mnie: "Dlaczego szczęście? Po co tym się zajmujesz?" I wtedy skontaktowałam się z moim najglębszym jestestwem, spojrzałam na nich, na pozostałych uczestników warsztatu i powiedziałam trochę oszołomiona: „Nie ma nic ważniejszego na świecie... To moje zadanie...” I równocześnie zaczęłam płakać i śmiać się... To był ważny moment, naprawdę poczułam potęgę swojej misji życiowej...

Kilka miesięcy później na youtube pojawiło się nagranie rozmowy Pharella Wiliamsa i Ophrar Winfrey. Pharell rozmawia z Ophrah o sukcesie swojej piosenki "Happy" i o tym, że nagle ludzie z całego świata zaczęli nagrywać swoją wersję happy i to już nawet nie była jego piosenka - stała się niemal ruchem, manifestacją pragnienia każdego z nas - pragnienia bycia szczęsliwym.

Pharell Williams w pewnym momencie zaczyna płakać u Ophrah - bo świat w końcu, po wielu latach pracy odpowiedział na jego twórczość.

Mówi: “It's overwhelming because it's like I love what I do. And I just appreciate the fact that people have believed in me for so long, that I could make it to this point to feel that.”

A Ophrah na to „I get that, I really get that” – ona od zawsze kochała telewizję, tymczasem na początku jej kariery zostałą zwolniona z pracy w telewizji z uzasadnieniem, że "nie pasowała do TV". Ale poszła za tym, co było dla niej ważne, co kochała - i hm... dała radę :)




Co wartości mają wspólnego ze szczęściem?
Jeśli żyjemy w zgodzie ze swoimi wartościami, to czujemy się spójni wewnętrznie, spokojniejsi, mamy poczucie przeznaczania czasu na właściwe rzeczy, mamy poczucie sensu. Natomiast jeśli nasze działania są sprzeczne z naszymi wartościami, to żyjemy w ciągłym konflikcie wewnętrznym, dużo energii kosztuje samo wytrzymanie w takim konflikcie. Wcześniej czy później musimy dokonać wyboru.

Przykład:

  • Ania ma rodzinę - męża i dwójkę małych dzieci, z którymi chce spędzać jak najwięcej czasu. To jest dla niej bardzo ważne. Równocześnie ceni komfort i wygodne życie - lubi wyjeżdżać z najbliższymi i przyjaciółmi na wakacje, dobrze się ubierać, jeść w restauracjach. To dla niej również bardzo ważne.
  • Ania pracuje w dziale sprzedaży - taka praca zapewnia jej wysokie zarobki, które są ważną częścią budżetu domowego. Dzięki pracy może zapewnić sobie i najbliższym wysoki standard życia. Jednocześnie praca wymaga ciągłych wyjazdów, Ania nie może spędzać z bliskimi tyle czasu, ile by chciała. 
  • Ania nie jest szczęśliwa - chociaż na zewnątrz może się wydawać, że ma idealne życie - ciekawa praca, ułożone życie osobiste, wysoki standard życia. Będzie musiała znaleźć sposób, żeby mieć więcej czasu dla bliskich i równocześnie zapewnić sobie odpowiedni poziom zarobków. Jeśli się da.

Inny przykład:

  • Kamil jest grafikiem. Bardzo dobrym. Pracuje dla agencji reklamowych, tworzy kreacje reklam. Jest też aktywnym działaczem na rzecz ochrony praw zwierząt - jest wegetarianinem, organizuje akcje edukacyjne i prowadzi edukacyjny portal internetowy.
  • Właśnie dostał zlecenie od swojego pracodawcy, żeby zaprojektować reklamę naturalnych futer - klient chce podnieść sprzedaż futer z lisów, norek i szynszyli
  • Kamil nie chce tego robić - to koliduje z jego wartościami. Kamil nie zgadza się na świat, w którym zwierzęta są hodowane i zabijane na futra. To zlecenie narusza system wartości Kamila. Teraz musi znaleźć rozwiązanie, które pozwoli mu zachować pracę i nie realizować tego zlecenia. Czy Kamil będzie próbował porozmawiać z szefem i poprosi go, żeby w ogóle nie brał tego zlecenia?

Oczywiście powyższe przykłady obrazują znacznie więcej, niż konflikt wartości. Pokazują, że często pracujemy w zawodach "wysokiego ryzyka konfliktu z naszymi wartościami" - bo sa to równocześnie zawody, które dają dobre wynagrodzenie.

Idealna praca dla Ani? Być może własny biznes, prywatne przedszkole, a może coś zupełnie innego - co z jednej strony dałoby jej możliwość pełnego wykorzystania jej potencjału i kompetencji, a równocześnie nie wymagało tak częstych wyjazdów.

Kamil pewnie odnalazłby się świetnie jako projektakt reklam społecznych - aczkolwiek praca w fundacjach w Polsce wiąże się z kilkuktornie niższymi zarobkami niż w agencjach reklamowych. Jak robić to, co się lubi, dobrze zarabiać i mieć czas na inne rzeczy? Na to pytanie jest odpowiedź. W Tobie. Tylko musisz ją znaleźć, a potem zrobić wszystko, żeby ta wizja stała się rzeczywistością.



Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Dlaczego uwielbiam Britains got talent?

Często przez przypadek wpadnę późnym wieczorem na youtuba z Britain got talent i 2 godziny później wciąż oglądam kolejne występy, które inspirują mnie i przykuwają do monitora.

Każdy ma w życiu chwile zwątpienia, rzadko wierzymy w siebie na tyle, żeby w pełni żyć tak, jak chcemy, robić to co chcemy, wybierać w zgodzie ze sobą. To umiejętność, której większość z nas musi się nauczyć - najczęściej, kiedy pewnego dnia odkrywamy, że wcale nie żyjemy tak, jak chcemy, tylko realizujemy czyjś schemat.

Czasem nie mamy śmiałości sięgnąć po marzenia. To "coś", to pragnienie jest tak piękne i tak wielkie, że aż nie dla nas. Mówimy sobie wtedy - za mało wiem, za mało potrafię, nie dam sobie rady, inni mnie wyśmieją.

Kiedy przychodzą takie słabsze momenty w życiu i potrzeba wzmocnienia, potrzeba inspiracji albo po prostu kiedy chcę nabrać wiatru w żagle - oglądam Britain got talent.

Wtedy widzę osoby, które wchodzą na scenę i całe się trzęsą albo płaczą albo mówią bzdury do jury - i pojawia się myśl, że to nie jest dla nich miejsce, że się pogrążają. Dopóki nie zaśpiewają tak, że mury się trzęsą, a ja mam gęsią skórkę na całym ciele i płaczę ze wzruszenia.

I już wiem, że to mój słabszy dzień był tylko słabszym dniem, niczym więcej, że strach i niepewność są normalne, że mogę się bać, ale mam znaleźć sposób, zeby poradzić sobie ze wszystkimi przeszkodami i po prostu - mam realizować swoje marzenia :)

No i idę spać o 2 nad ranem, nieprzytomna, z przekrwionymi oczami, ale z nową energią i niezachwianą wiarą, że następnego dnia, jak już trochę odeśpię, będę dalej działać i wierzyć i napełniać też innych nadzieją. Bo nie ma mnie lepszej drogi :)

Zapraszam do obejrzenia kilku wybranych osób z Britain got talent:








Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

O mocy życzliwości

Stoję na przystanku autobusowym. Podjeżdża 518. Widzę, że do autobusu biegnie kobieta - wolno biegnie, nie ma szans zdążyć... 



Ludzie wsiadają, rozlega się sygnał, że drzwi się za chwilkę zamkną... Przechodzący obok autobusu nastolatek (słuchawki na uszach, hip hop style) opiera się o otwarte drzwi i blokuje je przed zamknięciem. Czeka kilka sekund, kobieta dobiega, wskakuje do autobusu, on puszcza drzwi, które się zamykają, autobus odjeżdża, kobieta jest w środku, a młody człowiek idzie sobie dalej w miasto ze słuchawkami na uszach... To nie był jego autobus :)

Ta scena została ze mną na długo i jest dla mnie symbolem ludzkiej życzliwości. Że zrobienie czegoś dla drugiej osoby jest takie łatwe, w ciągu każdego dnia każdy z nas ma dziesiątki szans. I że jak się zrobi coś dla kogoś, to nie tylko ten ktoś czuje się lepiej, ale i my jesteśmy szczęśliwsi - a ludzie którzy to widzieli uczą się, że świat jest pełen życzliwości i sami też zaczynają to praktykować.

Przypomniał mi się jeszcze filmik - właśnie o takich małych aktach życzliwości dla innych:



Właściwie to mogę powiedzieć, że życzliwość mnie zafascynowała. Tropię jej przejawy, szukam informacji, doświadczam jej mocy.

Trafiłam między innymi na skrót przemowy George'a Saundersa, którą wygłosił w dzień rozdania dyplomów na Uniwersytecie w Syracuse w 2013 roku. Mowa zaczyna się od słów:

"Uważam, że jako cel w życiu, możesz wybrać znacznie gorzej niż - bycie życzliwym..."
(I’d say, as a goal in life, you could do worse than: Try to be kinder.)



Zapraszam do dzielenie się w komentarzach aktami życzliwości - które sami zrobiliście lub ktoś zrobił dla was albo które zobaczyliście w świecie :)


Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Cokolwiek robisz, rób to po swojemu

Co mam robić, żeby to było naprawdę moje? Jaka praca / zajęcie w pełni pozwoli mi wyrazić siebie? - takie pytania zadaje sobie wiele osób, sama je sobie zadawałam wiele razy.

I wciąż uważam, że odkrycie swojej pracy-pasji jest jednym z najważniejszych elementów budujących szczęśliwe życie - obok relacji, w których czujemy się spełnieni, rodziny, zdrowia, sytuacji materialnej, itd.

Coraz bardziej jednak dochodzę do wniosku, że to co robimy to dopiero połowa sukcesu, że nie wystarczy znaleźć wymarzonego zawodu czy czasami go po prostu wymyślić - że równie ważne jest znalezienie sposobu, by w ramach tego zajęcia najpełniej wyrazić siebie.

Co mam na myśli? Na przykład zobaczcie księdza na poniższym filmiku...



To, co on robi, to jest księdzem na swój własny sposób - lubi śpiewać - więc śpiewa - lubi humor i aktorstwo - więc trochę gra. Często nie mamy wystarczająco odwagi, żeby robić rzeczy naprawdę po swojemu, żeby wykorzystywać swoje talenty, przebłyski geniuszu i kreatywności. A dzięki temu to co robimy - będzie lepsze, ciekawsze, barwniejsze, inspirujące - ludzie więcej z tego skorzystają!

A tu inny przykład - dziewczyny grają muzykę klasyczną. Wiadomo, sztuka wysoka, filharmonie, rzecz nie dla każdego. Ale co się dzieje, jeśli zrobić coś więcej? Zrobić z koncertu również performance? Dodać radość życia, humor, przekomarzanie się, grę na scenie? Indywidualność jest po to, żeby z niej korzystać, po to każdy z nas jest inny, żeby inaczej przeżywał świat i dawał z siebie inne rzeczy innym. Przynajmniej takie mam przekonanie :)

Równie głęboko wierzę, że to właśnie dzięki temu jesteśmy szczęśliwsi, uczymy się słuchać siebie, ufać sobie i swoim przeczuciom, iść za swoją kreatywnością. Nigdy nie żyjesz pełniej, niż realizując własne pomysły - wtedy też nikt Ci nie mówi, co robić - tylko Ty wiesz, jak zrobić coś po swojemu :)

To jest też moje osobiste doświadczenie - jako coacha, który w Polsce robi coaching szczęścia i jako menedżer konferencji i eventów dla HR - w nie też na ile to możliwe - wkładam maksimum siebie. I dzięki temu są wyjątkowe :)



Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Żyję po to, by...

Obejrzałam ostatnio tajską reklamę towarzystwa ubezpieczeniowego - reklama jakich teraz sporo - budząca pozytywne emocje, pokazująca że ludzie sobie wzajemnie pomagają, w rolach głównych dziecko, pies i sympatyczny młody mężczyzna :) A jednak tak reklama poruszyła we mnie coś ważnego.

Przypomniała mi, po co żyję - jak chcę żyć, z czym wychodzić do świata. Że to, czego szukam i co ciągle wywołuję - to interakcje z ludźmi, takie chwilowe przebłyski zrozumienia. I dzięki takim chwilom cały dzień jest pełen kolorów, smaków, zapachów!

Takie na przykład przebłyski:
Jadę rowerem przez saski. Na ławce dziewczyna z chłopakiem. Ona w sukience, z tym że tak trzyma sukienkę pod wiatr, że wygląda jak spadochron :) Przejeżdżam koło nich, sukienka się wybrzusza - widzę, że na sukience jest plama, pewnie woda się wylała i dziewczyna ją w ten sposób suszy. Oni widzą, że ja widzę - ona zawstydzona, że to dziwnie wygląda, ale pół sekundy później wszyscy się śmiejemy, jest połączenie :)

Przejeżdżam rowerem przez ulicę na pasach. Jest wieczór, komary żrą :) Idzie dziewczyna, za nią chłopak, właśnie go użarł komar - chłopak tłucze komara i mówi: - Skur.... - patrzy na mnie - ja słyszę - widzę że komar użarł boleśnie, sytuacja przekomiczna - znów się śmiejemy, jest połączenie :)

Albo w sklepie - mały spożywczak, rano wpadam po pieczywo przed pracą, ciasno w środku, Pani z parasolką zatarasowała cały sklepik, takie wąskie przejście. Widzi, że ja weszłam chce mnie przepuścić, zapomina reszty - ekspedientka woła za nią "nie wzięła Pani reszty!" - Pani wraca, stawia parasolkę, bierze resztę i wychodzi, ale zapomina parasolki "zapomniała Pani parasolki!" wołam - Pani wraca zawstydzona, bierze parasolkę, mówi coś w stylu "kiedyś głowy zapomnę" - ja na to "ale anioły czuwają" - Pani się zatrzymuje, patrzy na mnie - uśmiechamy się się do siebie, stres gdzieś wyparował, jest połączenie :)

Rano biorę kawę na wynos w coffee heaven w podziemiach centrum. Mam kolorową apaszkę. Dostaję kawę, wyciągam rękę po cukier, nagle dziewczyna obok szybkim ruchem ratuje moją apaszkę przed kąpielą w kawie i mówi "zamoczy Pani sobie apaszkę!", ja na to "bardzo dziękuję, ależ ma Pani refleks! Miłego dnia!" - ona odpowiada "miłego dnia" i szczerzymy się do siebie i jest bosko, jest połączenie :)

Takie momenty nadają życiu smak, takie w przelocie właśnie, z anonimowymi ludźmi, kiedy przez sekundę jest się w tej samej rzeczywistości, przeżywa się te same emocje, dzieli się to samo przyjemne doświadczenie, takie chwile szczęścia :)






Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Co robisz, kiedy coś się nie udaje?


Ostatnio natknęłam się na ten filmik - bieg kobiet na 600 metrów. W pewnym momencie jedna z dziewczyn upada...

Jak myślisz, co dzieje się dalej?

Zapraszam do obejrzenia tego video, jest w nim MOC :)



Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Associated Certified Coach (ACC), Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Sugar Man Rodriguez - talent, pasja, legenda

Niesamowita historia - inspirująca, odkrywcza, wzruszająca. Sixto Rodriguez - Sugar Man - nagrał 2 płyty w USA, niestety przeszły bez echa... Ale dziwnym trafem dotarły do RPA, gdzie stały się hitem. Tyle, że Rodriguez o tym nie wiedział...

I nie dowiedziałby się nigdy, gdyby nie zaczął go szukać dziennikarz muzyczny Craig Bartholomew-Strydom. Wielokrotnie przerywane poszukiwania doprowadziły po kilku latach do odnalezienia artysty, który... pracował sobie spokojnie na budowie...

Na motywach tej historii powstał film dokumentalny zrealizowany przez Malika Bendjelloula - film odniósł ogromny sukces i przewrócił do góry nogami robotnicze życie Rodriqueza, który teraz jest gwiazdą.

Już 26 marca 2014 roku wystąpi w Sali Kongresowej w Warszawie. Biletów już dawno nie ma :)

Film zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - był o światach równoległych - że jednocześnie można być pracownikiem fizycznym i gwiazdą z tysiącem fanów. Że to nasza decyzja, żeby znaleźć ten świat, w którym chcemy żyć.

To historia o tym, że są ludzie, którzy Cię będą kochać, doceniać, nawet wielbić - i tacy, którym jesteś totalnie obojętny... I to Twoja odpowiedzialność, żeby wybrać, wśród jakich ludzi chcesz być.

To także historia o kopciuszku i o tym, że czasami ktoś Cię znajdzie, wyrwie z tego świata, w którym żyjesz i dzieje się to niejako samo, bez wysiłku z Twojej strony... Jakbyś płynął z nurtem rzeki.

Jest tyle sposobów na to, by się zamanifestować w świecie :)







Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Certified Coach CoachWise™, Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Odbijany, czyli szczęście w zmianie

Zapraszam do obejrzenia 4-minutowego filmiku o tym, że w życiu zdarzają się nam różne rzeczy. One same w sobie nie są oni dobre ani złe. To, jak do nich podejdziemy sprawia, że stają się "dobre", "pożądane" lub "złe", "tragiczne".

Bajka opowiada o baranku, który miał przepiękną wełnę, był z niej dumny, był najpiękniejszy. Ta wełna go definiowała, baranek istniał po to, by być pięknym, by inni podziwiali to piękno. Baranek był bardzo szczęśliwy, niczego mu nie brakowało.

Aż pewnego dnia nadszedł dzień strzyżenia - i baranek stracił swoją tożsamość, stracił wełnę. A bez wełny był nikim...

Dopóki nie odkrył, że bez wełny jest równie fanatatyczny - to naprawdę mądry filmik :) Miłego oglądania!





Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Certified Coach CoachWise™, Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Bo ja mam taki słomiany zapał! - rzecz o długoterminowej motywacji

Postanowiłeś to w końcu zmienić. Przestać ulegać starym nawykom, robić rzeczy, które Ci nie służą, a potem mieć do siebie pretensje. Nadszedł czas. Jesteś gotowy. Czujesz się podekscytowany i wierzysz, że tym razem dasz radę. Zaczynasz dziś.


Pierwsze dni są łatwe – twoja motywacja jest duża, wiara niezachwiana, widzisz swój cel jasno i wyraźnie. Każdego dnia cieszysz się z sukcesu i gratulujesz sobie silnej woli. Czujesz, że masz coraz większy wpływ na swoje życie.

Połowa drugiego tygodnia – twoja motywacja trochę spadła, jesteś zmęczony ciągłym kontrolowaniem się i ciągłym mówieniem sobie nie: „nie możesz tego więcej robić, tak zdecydowałeś”, „nie możesz teraz zrezygnować”, „nie jedz tego, to niezdrowe”... Wszędzie widzisz pokusy, często myślisz o tym, czego sam sobie zabraniasz i łatwo się denerwujesz. Celu nie widzisz już w ogóle, za to dyskomfort rośnie i rośnie i już nawet nie pamiętasz, po co sobie odmawiasz przyjemności?

To bardzo trudny – i równocześnie naturalny moment, który prawie na pewno się pojawi. Kiedy starasz się coś poprawić w swoim życiu, wymaga to zmiany codziennych drobnych nawyków, ciągłego pamiętania. Jak mówi Brian Tracy (w wolnym tłumaczeniu):

„Złe nawyki łatwo rozwinąć, ale ciężko się z nimi żyje. 

Dobre nawyki rozwinąć trudno, ale żyje się z nimi łatwo.”

Co można zrobić, jak sobie pomóc w takich chwilach?

Zacznij od prostego ćwiczenia, które stosuje Tony Robbins, tylko zrób je od razu: Rozejrzysz się po pokoju, w którym jesteś i znajdź wszystkie czerwone elementy. Nie czytaj teraz dalej, tylko policz czerwone elementy :) Masz?

A teraz odpowiedz na pytanie – ile niebieskich elementów jest w pokoju?

Nie wiesz. Nie patrzyłeś na niebieskie, tylko na czerwone. W trudnych momentach, kiedy masz poczucie, że wyrzekasz się wielu rzeczy – widzisz tylko czerwone, tylko to, czego musisz sobie odmawiać w każdej chwili. W ogóle nie widzisz niebieskiego. A niebieski to twoja wizja, twój cel, to jak zmieni się Twoje życie, kiedy ten cel osiągniesz.

Jak więc możesz zadbać o swoją motywację i realizację celu?

  1. Pierwotna motywacja - przede wszystkim przypomnij sobie, po co w ogóle chcesz to zrobić? Narysuj w wyobraźni, jak zmienisz się Ty i Twój świat, jeśli osiągniesz cel. Jakie będziesz miał z tego korzyści?
  2. Wizualizacja – zadbaj o to, by mieć swoją wizję na papierze. Myśląc o swoim celu – powycinaj z gazet kolorowe obrazy, słowa, rysunki i naklej je na jedną kartkę. W ten sposób stworzysz fizyczną wersję swojego celu. Dzięki temu cel zacznie istnieć w świecie materialnym, nie tylko w Twojej wyobraźni. Powieś kolaż w widocznym miejscu, tak żebyś codziennie na niego świadomie patrzył. Niech ta wizja na dobre zadomowi się w Tobie.
  3. Przypominacz – w pogoni codziennego dnia może być trudno pamiętać, że pracujesz nad zmianą jakiegoś nawyku - co Ci będzie o tym przypominało? Niektórym sprawdza się alarm na komórce, innym znak na lustrze, jeszcze innym rzemyk na ręce. Wymyśl swój własny przypominacz i korzystaj z niego.
  4. Wizja celu, którego nie zrealizowałeś - a teraz wyobraź sobie, że nie udało Ci się zmienić. Wejdź głęboko w tą wizję, zobacz wszystkie szczegóły, wszystkie konsekwencje tego, że nie zająłeś się tym obszarem swojego życia. Jak to wpłynie na Ciebie i Twoje otoczenie? Wyobrażenie sobie tej czarnej wizji może Ci dodać sprzydeł :)
  5. Zrewiduj swoje przekonania – jeśli na przykład myślisz o sobie, że „mam słomiany zapał” - to czym prędzej zmień to przekonanie na bardziej wspierające, np. „w przeszłości miałem słomiany zapał, teraz konsekwentnie realizuję swoje cele”
  6. Docenianie - gratuluj sobie każdego sukcesu, każdego zwycięstwa. Dzięki temu w pełni zobaczysz, jakie postępy robisz i wzmocni to Twoją pewność siebie także w innych obszarach życia.
Życzę Ci powodzenia w realizacji Twoich celów!

Artykuł ukazał się w publikacji: "12 kroków do zdrowego trybu życia", 2014.


Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Brzydkie kaczątko - bajka o łabędziej rodzinie

Bajka pochodzi z książki Clarissy Pinkoli Estés "Biegnąca z Wilkami":

Zbliżała się pora żniw. Stare kobiety robiły zielone laleczki z kaczanów kukurydzy. Starzy mężczyźni naprawiali kołdry. Dziewczęta wyszywały czerwone kwiaty na białych sukienkach, chłopcy, śpiewając, układali stogi siana. Kobiety szyły szorstkie koszule z samodziału na nadchodzącą zimę. Mężczyźni pomagali zrywać, zbierać, ścinać i wykopywać plony, jakie dały pola. Liście na drzewach trzymały się coraz słabiej. A nad rzeką kacza matka siedziała w gnieździe.




Wszystko szło jak należy i wreszcie, jedno po drugim, jajka zaczęły drżeć w środku, na skorupkach pokazały się rysy i wykluły się młode kaczątka. Ale jedno jajo, większe od pozostałych, leżało dalej w gnieździe, nieruchome jak kamień. Stara kaczka przyszła w odwiedziny do kaczej matki, a ta pochwaliła się swoimi dziećmi.

- Czy nie są piękne? - chełpiła się.

Ale stara kaczka dostrzegła jajko i zaczęła ją namawiać, żeby dała sobie z nim spokój.

- To indycze jajo - wykrzyknęła. - Nic ci po nim. Indyki boją się wody, nie zmusisz go do pływania żadną siłą. - Wiedziała, bo kiedyś już sama tego próbowała.

Ale kacza matka pomyślała, że skoro już tyle siedziała, jeszcze trochę nie zaszkodzi.

- Nie martwię się o to. Czy wiesz, że ten nicpoń, ich ojciec, ani raz się u mnie nie pojawił?

Wreszcie wielkie jajko zaczęło się trząść i obracać. W końcu pękło i z wnętrza wyturlało się wielkie, niezgrabne stworzenie. Skórę miało całą w niebieskich i czerwonych żyłkach, nogi jasnofioletowe, a oczy różowe.

Kacza matka przekrzywiła głowę, wyciągnęła szyję i bacznie się przyjrzała. Nie mogła się powstrzymać, żeby nie powiedzieć:

- Co za brzydactwo! Może to rzeczywiście indyk? - martwiła się. Jednak brzydkie pisklę razem z innymi powędrowało do wody.

- To moje własne, chociaż tak dziwnie wygląda. Ale właściwie, w odpowiednim świetle... jest prawie ładne.

Pokazała je więc innym ptakom na wiejskim podwórzu, ale nie minęła chwila, a któraś z kaczek podbiegła i uszczypnęła brzydkie kaczątko w szyję.

- Przestań! - krzyknęła matka. Ale napastniczka splunęła z pogardą:

- Co za paskudne dziwadlo. Aż się prosi, żeby je poszturchać. Najważniejsza z kaczek, z czerwonym gałgankiem na łapie, odezwała się:

- O, następne! Jakbyśmy nie mieli dość dziobów do wykarmienia. A widzicie to pisklę, to wielkie brzydactwo, to chyba jakaś pomyłka.

- To nie żadna pomyłka - żachnęła się kacza matka. - Będzie bardzo silny. Po prostu za długo siedział w jaju i jest trochę niewydarzony. Ale niedługo z tego wyrośnie i będzie jak wszystkie, zobaczycie. - I wygładziła mu postrzępione piórka.

Inne domowe ptaki robiły wszystko, by pognębić brzydkie kaczątko. Rzucały się na nie, biły, dziobały, syczały i skrzeczały. Z czasem traktowały je coraz gorzej. A ono się kryło, zaszywało w kącie, uskakiwało, uciekało na prawo i lewo, ale nie umiało uniknąć ciosów i docinków. Było najnieszczęśliwszym stworzeniem na świecie.

Na początku matka je broniła, ale później i ona, zmęczona tym wszystkim, wykrzyknęła w gniewie:

- Lepiej, żebyś sobie poszło w siną dal!

I brzydkie kaczątko odeszło. Z powyrywanymi piórami, potargane, poturbowane, biegło i biegło, aż dotarło do bagien. Tu wyczerpane położyło się z wyciągniętą szyją na skraju i napiło wody z moczarów.

Spomiędzy sitowia obserwowały go dwie dzikie gęsi. Właściwie były to młode gąsiory i dlatego puszyły się jak pawie.

- Hej, paskudo - zachichotały - chcesz z nami polecieć nad sąsiednie bagnisko? Pełno tam młodych niezamężnych gęsi, jest w czym wybierać.

Nagle rozległy się strzały i gąsiorki padły nieżywe, a woda w moczarach poczerwieniała od krwi. Brzydkie kaczątko dało nura w szuwary, skuliło się ze strachu; dookoła huczały wystrzały, unosił się dym i zapach prochu, ujadały myśliwskie psy.

Wreszcie zapadła cisza; kaczątko wyszło z kryjówki i zaczęło uciekać jak najdalej od bagien. Pod wieczór przybyło do nędznej chatynki, której drzwi trzymały się na jednym zawiasie, a w ścianach było więcej szpar niż całych desek. Mieszkała tu stara obdarta kobieta z kudłatym kotem i zezowatą kwoką. Kot za dach nad głową odwdzięczał się łowieniem myszy, a kwoka - składaniem jaj.

Stara kobieta ucieszyła się z kaczki.

- Może będzie się niosła - pomyślała - a jak nie, zabijemy ją i zjemy.

Kaczątko więc zostało, ale kot i kwoka nie dawały mu spokoju, gderając:

- Co z ciebie za pożytek, skoro nie umiesz ani składać jajek, ani łapać myszy?

Kaczątko z westchnieniem wyznało, że najbardziej na świecie kocha bezkresne błękitne niebo i nurkowanie pod chłodną niebieską wodą. Kotu nie mieściło się w głowie, jak można robić takie rzeczy, więc wyśmiał kaczątko za te głupie marzenia. Kwoka też drwiła, nie widząc sensu w nurkowaniu i moczeniu sobie piór. W końcu stało się jasne, że kaczątko nie zazna tam spokoju, więc poszło szukać szczęścia dalej.

Dotarło nad staw, a kiedy po nim pływało, zaczęło się robić coraz zimniej i zimniej. Po niebie przelatywał klucz urzekająco pięknych ptaków, jakich jeszcze nigdy w życiu nie widziało. Wołały do niego, a ich głosy obudziły w nim bezbrzeżną tęsknotę, aż serce mu podskoczyło i omal nie pękło z radości i bólu. Zawołało do nich obcym sobie głosem, jakiego nigdy wcześniej z siebie nie wydało. Nigdy nie widziało cudowniejszych stworzeń i nigdy nie czuło się tak osierocone.

Obracało się na wodzie, żeby jak najdłużej za nimi patrzeć, aż zniknęły mu z oczu; potem zanurkowało na samo dno jeziorka i przysiadło tam, drżąc. Nie posiadało się ze wzruszenia, bo poczuło rozpaczliwą miłość do tych wielkich białych ptaków, miłość, której nie pojmowało.

Zaczął wiać ostry, zimny wiatr i z każdym dniem wiał coraz mocniej; jezioro zamarzło, a lód pokrył się śniegiem. Starzy ludzie tłukli zamarznięte w wiadrach mleko, kobiety długo w noc siedziały przy kołowrotkach. Matki karmiły dzieci przy świetle świec, a mężczyźni nocą, pod białym północnym niebem, szukali zagubionych owiec. Młodzieńcy brnęli w śniegu po pas, by wydoić krowy, a dziewczęta przy gotowaniu wyobrażały sobie, że widzą twarze przystojnych chłopców w płomieniach ognia. A w pobliskim stawie kaczątko musiało pływać coraz szybciej i szybciej w kółeczko, żeby ostatnie miejsce na wodzie nie zamarzło.

Aż pewnego ranka obudziło się przymarznięte do lodu. Wtedy poczuło, że pewnie niedługo umrze. Dwie dzikie kaczki sfrunęły z góry i zaczęły się ślizgać po lodzie. Zauważyły kaczątko.

- Aleś ty brzydki – kwaknęły - Niedobrze, fatalnie. Dla takiego już nic nie można zrobić. - I odfrunęły.

Szczęśliwie się złożyło, że nadszedł jakiś wieśniak i uwolnił kaczątko, krusząc łopatą lód dookoła niego. Podniósł kaczątko, schował je pod płaszczem i pomaszerował z nim do domu. W domu gospodarza dzieci wyciągały ręce do kaczątka, ale ono się spłoszyło. Podfrunęło w górę, na krokiew, strącając cały kurz na masło. Stamtąd wpadło prosto do bańki z mlekiem, a kiedy szamotało się całe mokre i oślepione, przewróciło się i wpadło do mąki. Żona wieśniaka przegoniła je miotłą, a dzieci aż piszczały ze śmiechu.

Kaczątko wybiegło na dwór przez drzwiczki dla kota i padło w śniegu półżywe. Stamtąd powlokło się do następnego stawu, następnego domu, następnego stawu, następnego domu i tak spędziło całą zimę, między życiem a śmiercią.

Jednak w końcu przyszedł łagodny oddech wiosny - stare kobiety zaczęły trzepać puchowe pierzyny, a mężczyźni pochowali ciepłą bieliznę. Nocami rodziły się nowe dzieci, a ich ojcowie dreptali po podwórkach pod gwieździstym niebem. Za dnia dziewczęta wsuwały żonkile we włosy, a chłopcy przyglądali się ich zgrabnym łydkom. Woda w stawie zrobiła się cieplejsza i brzydkie kaczątko, które tam pływało, wreszcie mogło rozpostrzeć skrzydła.

Jakie były wielkie i silne! Uniosły je wysoko nad ziemię. Z powietrza zobaczyło sady w białym kwieciu, rolników orzących pola, młode stworzenia wszelkiego rodzaju wykluwające się z jaj, gramolące się niezdarnie, bzyczące, pływające. I staw, w którym pluskały się trzy łabędzie, te same piękne ptaki, które kaczątko widziało jesienią, te same, które wzbudziły w jego sercu taką tęsknotę. I zapragnęło się do nich przyłączyć.

A co będzie, jeśli najpierw udadzą, że mnie lubią, a jak się zbliżę, odlecą ze śmiechem? - pomyślało kaczątko. Ale poszybowało w dół i wylądowało na stawie z mocno bijącym sercem.

Gdy tylko go zobaczyły, zaczęły podpływać bliżej.

Na pewno to już mój koniec – myślało kaczątko – ale jeśli mam zginąć, to wolę, żeby mnie zabiły te piękne stworzenia, a nie myśliwi, gospodynie albo mrozy.

I pochyliło głowę, czekając na cios.

Ale cóż to? W wodzie ujrzało odbicie łabędzia w pełnej krasie, w śnieżnobiałym upierzeniu, ze śliwkowymi oczyma. Brzydkie kaczątko zrazu nie rozpoznało w nim siebie, bo wyglądało zupełnie tak samo jak owi piękni nieznajomi, zupełnie jak te ptaki, na które z daleka patrzyło z takim podziwem.

I wreszcie okazało się, że jest jednym z nich. Jajo przypadkowo poturlało się do kaczego gniazda. Było łabędziem, pięknym, dostojnym łabędziem. Po raz pierwszy w życiu krewniacy zbliżyli się i dotknęli go delikatnie, kochająco, końcami długich skrzydeł. Głaskali go dziobami i pływali dokoła niego, jakby pozdrawiając.

A dzieci, które przyszły nakarmić łabędzie kawałkami chleba, zawołały:

Patrzcie, jeszcze jeden! - I jak to dzieci, pobiegły wszystkim o tym opowiedzieć. Stare kobiety zeszły nad wodę, rozplatając długie srebrne włosy. Młodzi mężczyźni brali wodę w złożone dłonie i chlapali na dziewczęta, które czerwieniły się jak płatki róż. Mężczyźni przerywali dojenie, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Kobiety podnosiły głowy znad szycia, by się pośmiać do mężów. A starcy opowiadali: historie o tym, że wojna jest za długa, a życie za krótkie.

I jedno po drugim, bo i czas, i życie, i namiętność przemijają, oddalali się w tańcu; chłopcy i dziewczęta, mężowie i żony, dzieci i łabędzie, zostawiając tylko nas i wiosnę, a nad rzeką inna kacza matka siedziała w gnieździe, wysiadując jaja.

-----------------------
Problem odmieńców jest stary jak świat. Wiele baśni i mitów jest osnutych wokół motywu wyrzutka. W takich opowieściach główny bohater cierpi z powodu wydarzeń niezależnych od niego, często z powodu katastrofalnego w skutkach niedopatrzenia. W baśni o Śpiącej Królewnie trzynasta wróżka zostaje pominięta i nie zaproszona na chrzciny. Rzuca klątwę na dziecko, co kończy się wygnaniem wszystkich osób z nim związanych. Czasami wygnanie jest wynikiem czystej podłości, tak jak w baśni Mądra Wasylisa, w której niedobra macocha wysyła przybraną córkę w ciemny las.

W innych przypadkach wygnanie jest następstwem błędu naiwności. Grecki bóg Hefajstos bierze stronę swej matki Hery w sporze z Zeusem. Zeus wpada w straszliwy gniew i strąca Hefajstosa z Olimpu, skazując go na kalectwo i wygnanie.

Czasem wygnanie jest skutkiem zawartego w niewiedzy układu z siłą nieczystą, tak jak w opowieści o człowieku, który za garść złota godzi się przybrać na kilka lat postać zwierzęcia, a potem odkrywa, że oddał duszę diabłu pod przebraniem.

Temat Brzydkiego Kaczątka jest uniwersalny. Wszystkie baśnie dotyczące wygnania zawierają to samo jądro znaczeniowe, choć każda obleczona jest w zewnętrzne szaty oddające tło kulturowe danego społeczeństwa czy epoki, a także talent literacki indywidualnego pisarza.

Najważniejsze dla nas przesłania baśni, są następujące:

Kaczątko symbolizuje dzikie siły natury, które pod presją przeciwności i niedostatku instynktownie walczą o przetrwanie za wszelką cenę. Dzika natura instynktownie czepia się życia i wychodzi cało z opresji, raz z godnością, innym razem nie bacząc na honor, ale tak czy inaczej trwa. I za to należy być wdzięcznym. Dla Dzikiej Kobiety zdolność przetrwania to największy atut.

Drugi główny aspekt opowieści mówi o tym, że jeśli niepowtarzalna, duchowa wrażliwość jednostki, która zarazem tworzy jej instynktowną i duchową tożsamość, znajdzie się w otoczeniu rozumiejącym i akceptującym, to człowiek czuje niezwykły przypływ sił życiowych. Odnalezienie własnej psychicznej rodziny daje człowiekowi siłę witalną i poczucie przynależności.


Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Certified Coach CoachWise™, Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Phil Hansen, Uznając drżenie (Embrace the shake)

Wyobraź sobie, że jesteś malarzem i nie jesteś w stanie narysować prostej linii, bo drży Ci ręka...

Phil Hansen jeszcze na studiach zachorował i to sprawiło, że nie był w stanie namalować prostej linii. Był załamany, czuł, że jego życie nie ma sensu, że nie może robić tego,c o kocha najbardziej - malować. Wszystko zmieniło się, kiedy neurolog powiedział mu - "uznaj to ograniczenie" - to zdanie przetransformowało wszystko.

Tylko wtedy, kiedy akceptujemy to, co jest - możemy pójść dalej...

Jeden z najlepszych TED-ów.




Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Certified Coach CoachWise™, Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Larry Smith: Dlaczego nie odniesiesz sukcesu (Why you will fail to have a great career)

Larry Smith w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnia, dlaczego nie odniesiesz sukcesu.

Znajdziesz wszelkie usprawiedliwienia:

  • brak pieniędzy
  • brak czasu
  • brak talentu
  • itd...

Powodów jest wiele... A decyzja należy do Ciebie.





Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Certified Coach CoachWise™, Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com

Steve Jobs, Jak żyć zanim umrzesz (How to live before you die)

Steve Jobs w wystąpieniu podczas zakończenia roku akademickiego w Standford University w 2005 roku mówi o tym, jak żyć...

Opowiada 3 historie ze swojego życia, które wtedy kiedy się wydarzały - wydawały się dramatem, końcem świata, niepewodzeniem. Jednak w konsekwencji doprowadzały do przełomów w jego życiu. Steve Jobs mówi o tym, ze wszystkie wydarzenia w naszym życiu mają sens, są dobre - tylko że możemy to zobaczyć dopiero z perspektywy czasu.

Pod koniec przemówienia mówi: „Nie dajcie złapać się w dogmat, którym jest życie koncepcjami innych ludzi. Nie pozwólcie, by szum opinii innych zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos. I co najważniejsze – miejcie odwagę podążać za głosem własnego serca i intuicji. One w jakiś sposób już wiedzą, kim naprawdę chcecie być”.

I jeszcze: „Pamięć o tym, że umrzesz, jest najlepszym sposobem, który znam, by uniknąć pułapki myślenia, iż masz coś do stracenia. Jesteś już całkowicie obnażony. Nie ma więc powodu, byś nie podążał za głosem serca”.





Zaproś mnie do wsparcia Twoich marzeń. Zapisz się na bezpłatną pierwszą sesję: Sylwia Zawada, Certified Coach CoachWise™, Warszawa, tel. 795 069 695 lub e-mail: sylwia.zawada at gmail.com